Fantastyczne Opowieści

Historia tajemniczego domu – prolog
Autorstwa Deferdusa (Tajemnice Antagarichu)

[…] Troll roztrzaskał się o ziemię, mam nadzieję, że już więcej takich stworzeń w tym strasznym domu nie spotkam, muszę uciec z tego potwornego miejsca, ale… drzwi się zatrzasnęły, jedyna droga jest przez strych.
– Nigdzie nie widzę wejścia na górę, a dom jest gigantyczny, ma z 5; 6 pięter. Ale widzę jedne drzwi. Nie mam pojęcia dokąd prowadzą, ale zaryzykuję.

Drzwi otworzyły się z wielkim piskiem, były bardzo stare, zanim zajrzałem do środka, przygotowałem broń, i uspokoiłem nerwy. Wpadłem do wnętrza pokoju z wrzaskiem i heroizmem, i nagle zobaczyłem straszną scenę. Przede mną leżał człowiek, ale nie zwykły, nie miał jednej nogi, jednej ręki, paru palców u drugiej, i połowy twarzy, na około niego było pełno martwych ciał goblinów i troglodytów. Gdy podszedłem do ciała człowieka, okazało się że ono żyje. Moje oczy przywykły do ciemności. Ten człowiek nie tylko nie miał paru kończyn, i połowy twarzy, ale również był ghulem! Odruchowo odeszłam metr od tej osoby, moją uwagę przykuły jego usta. Mówił coś! Na szczęście umiem czytać z ust. Najpierw to wyglądało jak bełkot, ale dopiero później udało mi się to wszystko odczytać:

– Nie dożyjesz… – przerwał głośnym kaszleniem – blasku dnia… – i umarł…

Nie wiedziałem co o tym myśleć, jeżeli ghul tu jest, to co jeszcze?! Gdy wychodziłem z kuchni usłyszałem pisk, i trzask! Odwróciłem się, a tam otwarte przejście. W środku były drewniane schody. Są odrobinę spróchniałe. Sprawdziłem, czy będzie bezpieczne, jednak i tak mam wątpliwosci, zobaczyłem, że były nie dawno naprawiane, lub… niszczone. Wszedłem do środka gdy schodziłem, nie było już odwrotu, schodki się połamały, a wyjście zostało zasypane kamieniami, nie zostało nic innego, jak iść dalej… przed siebie…

Groza – Prawdziwa groza, która paraliżuje umysł, i sprowadza koszmarne sny, nigdy nie znika do końca…H.P.Lovecraft

Rozdział 1

Akcja dzieje się w Yellowstone w roku 1925, kiedy wydarzenia z Jackiem Waltersem ucichły, zaczęły dziać się kolejne dziwne rzeczy. Podobno ludzie, zbliżający się do wysp Królowej Elżbiety, znikali w tajemniczych okolicznościach. Ludzie wymyślali różne dziwne legendy, takie jak ta:

„W pewną dawną noc gdy Ameryka nie została jeszcze odkryta przez Krzysztofa Kolumba. Władały nią tajemnicze stworzenia. Niektóre te monstra nie miały nawet prawa istnienia. W pewnych zwojach odkryto słowa: „tajemniczy kontynent służy IM za siedzibę, ONI tam knują, ONI chcą nas zniszczyć, ONI planują to od wieków, i ONI nie zaprzestaną, dopóty nie zginie od ICH ręki ostatni z nas.” Słowa „oni”, „ich” i „im” zostały pogrubione, pochylone, podkreślone, i napisane dużymi literami. A w słowie „nas”, litery są mniejsze niż wcześniej. Teraz, gdy przejęliśmy tamte tereny, resztka z nich się ukryła na wyspach blisko Ameryki. Teraz mszczą się, zabierając naszych ludzi…” i możecie wierzyć lub nie, ale ludzie kupili tą bajeczkę.

Sprawą tą postanowił się zająć doktor Edward Bush, który nie wierzy w te wszystkie durne historyjki. Postanowił wybrać się na te wyspy i zobaczyć je na własne oczy. Więc wyruszył…

Pan Edward nie wiedząc czemu, był bardzo punktualnym człowiekiem, nawet gdyby na siłę próbował się spóźnić i tak by mu to nie wyszło. Tym razem był jednak zdenerwowany podróżą. Latał kółko po domu szukając wielu różnych rzeczy. Jak też niektórzy mówią, był zakręcony jak słój majonezu.

Gdy pojawił się na lotnisku była 10:04:
– Cholera! Znów punktualnie! – przeklną głośno.

Ludzie na ławkach równocześnie podziwiali samoloty, jak i przyglądali się panu Bush. Wszyscy dobrze znali naszego doktora. Na co dzień jest spokojny i miły. Zawsze o godzinie 13:25 po swoim obiedzie spacerował sobie po parku do godziny 14:00. O 18:00 zawsze brał prysznic, a od 18:30 do 20:00, czytał swoją ulubioną książkę jedząc przy okazji kanapkę z serem Cammembertem. Następnie do 21:00 ogląda telewizję, a następnie idzie spać. (Nie wiem czemu o tym wspomniałem, ale po prostu tak wyszło) Więc wiecie czemu wszyscy byli zdziwieni tym nagłym pośpiechem i przekleństwem.

W końcu dotarł do samolotu, rozsiadł się wygodnie, wyjął swoje ulubione gazety: „Kurier Yellowstone” i „Przewodnik po paranormalności”. Oczywiście nie zapomniał swojej książki: „Mitologia Cthulhu”. „Następny przystanek: Chicago!” – pomyślał, i pogrążył się w lekturze.

Rozdział 2

– Hmmph??? – wybełkotał śpiący doktor Bush, kiedy zauważył, że samolot ląduje. Złapał się odruchowo fotela i pomyślał „Nie na widzę tego momentu”. Doktor bywał leniwy i uwielbiał spać. Zawsze zasypiał podczas podróży, dlatego nie prowadzi samochodu, chociaż miał prawo jazdy. Zwykle nie wyjeżdżał dalej, niż do większych miast w pobliżu, żeby załatwić kilka ważnych rzeczy. Jednak sprawa tajemniczego domu tak go zafascynowała, że nie mógł się powstrzymać.

Samolot wreszcie wylądował. Doktor stanął na twardym gruncie z ulgą. Wciągnął Świerzego powietrza, zabrał walizki i ruszył przed siebie. Musiał znaleźć jeszcze statek który ko przetransportuje na wyspę, która sam nie wiedział gdzie jest. Trzeba też znaleźć jakiś hotel w którym będzie mógł przenocować. Postanowił zapytać przechodniów o kilka rzeczy. Spotkał jakiegoś niskiego mężczyznę w czarnej czapce z daszkiem. Wyglądał na wędkarza.
– Przepraszam, czy zna pan jakieś miejsce na nocleg? – zapytał Edward.

– Jest dużo dobrych miejsc. Może pan iść do hotelu „Wellington”, prosto, 2 razy w prawo i w lewo. Jeżeli jest pan bogaty polecam hotel „Convenient Darkness”. To jest najlepszy hotel w Chicago. – odpowiedział wędkarz i ruszył dalej zanim doktor zdążył się pożegnać. Dlatego, że nasz bohater nie miał zbyt dużo pieniędzy, poszedł do pierwszego hotelu.

Gdy doktor wszedł do środka poczuł miły zapach zapiekanki. Zauważył, że jest strasznie głodny. Powąchał jeszcze trochę, i poszedł w kierunku, z którego wydobywa się ten zapach. Wszedł do dużej restauracji. Było w niej dużo gości i prawie każdy jadł zapiekankę. Usiadł na wolnym miejscu i zamówił to samo co inni. Wyjął z walizki książkę i zaczął czytać w oczekiwaniu na jedzenie. Wbrew pozorom nie czekał zbyt długo. Zamknął książkę i zabrał się do jedzenia. To była najzwyklejsza zapiekanka jaką można zrobić. Edwardowi pomimo to bardzo smakowała. Najadłszy się do syta, poszedł wynająć pokój. Gdy mu się to udało, bez namysłu od razu położył się do łóżka, żeby trochę odpocząć. Gdy spojrzał na zegarek, okazało się, że nadszedł czas drzemki. „Cudownie. Jak zawsze punktualnie” pomyślał, i od razu zasnął.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *