Autorstwa KoLoS (Bractwo Kartografów)

Rozdział VI – Powitanie nieba

Gdy wkroczyli do podziemi, poczuli, że ktoś ich śledzi. Dern kazał przygotować się do bitwy. Lecz zamiast wroga, zobaczyli archanioły, które przyszły im z pomocą. To wydało się dziwne rodzeństwu, ale po namowie stwierdzili, że Nowy Wróg jest tak potężny, iż niebiosa zsyłają im pomoc. Nowi sprzymierzeńcy zawalili wejście za sobą, aby Nowy Wróg nie mógł ich dostać, niestety ograniczyło to ilość tlenu w jaskini i musieli się pośpieszyć, by przeżyć.

Gdy pokonywali wąskie tunele podziemi, zza brązowej flory wyskoczyła horda meduz. Mitrea przejęła je, by nie mogły szybko i skutecznie reagować, ale tak czy siak kluczową rolę odegrały w bitwie archanioły, bez nich przeżycie w tych jaskiniach byłoby niemożliwe. Podczas bitwy kilku ludzi z miasta zostało jednak zamienionych w kamień. Nie było, co ubolewać nad ich stratą, musieli iść dalej. Po dwóch dniach zaczęli wyczuwać świeże powietrze, ale ich radość nie trwała długo. Naprzeciw niewielkiej armii stanęła spora grupa minotaurów oraz czarny smok. Dwa archanioły zaatakowały smoka, zaś reszta ruszyła na minotaury. W walce przeżyło wiele osób, ale wszystkie archanioły poległy w tym starciu.

Po walce wszyscy odpoczęli trochę i ruszyli ku swemu przeznaczeniu. W końcu każdy ujrzał światło słoneczne. Był pogodny dzień, ale nastroje i tak były marne. W każdym razie nie było wyboru, musieli iść przed siebie. Gdy znaleźli kamienną drogę wiodącą na zachód, zorientowali się, że to jest kierunek ich dalszej podróży.

Rozdział VII – Skrzyżowanie

Wszyscy wyczerpani trafili na skrzyżowanie dróg i… zgłupieli.
– Gdzie teraz? – zapytał Stard. – Która droga jest najbardziej bezpieczna?
– A skąd mam do cholery wiedzieć? – Dern dał odpowiedź, która najwyraźniej nie była zadowalająca.
– To pięknie… ale zaczekajcie – odparła Mitrea z lekkim poddenerwowaniem.
Mitrea rzuciła zaklęcie ‘jasnowidzenie’. Pojawiła się przed nią eteryczna kula z tak czystego kryształu, że była przeźroczysta i mieniła się na tęczowe kolory. Mitrea wpatrywała się w kulę jakiś czas, mruczała coś do niej w jakimś dziwnym języku. W końcu kapłanka rozproszyła zaklęcie, po czym obróciła się w stronę swych braci.
– Możemy iść prosto na zachód, albo zaczekać i dopiero wtedy iść na zachód – powiedziała Mitrea.
– Nie rozumiem – powiedział ze zdumieniem Dern. – Powinniśmy od razu przeć do swego domu, ratować go. Czyż nie?
– Dernie, masz duszę wojownika i chcesz wywrzeć zemstę, ale może lepiej zaczekać – uspokajał go Stard.
– Może i masz rację, ale ja myślę inaczej – odparł Dern.
– Zaczekajmy, zobaczymy co się wydarzy – zakończyła Mitrea.
Wszyscy założyli obóz na skrzyżowaniu dróg, mimo obaw, że mogą zostać zaatakowani właściwie z każdej strony. Jednak nic im się nie stało. Zaś nazajutrz gdy zwijali obóz i mieli wyruszać w stronę zachodnią, coś ich zatrzymało. Dobiegł do ich obozu krzyżowiec, widać bardzo zmęczony. Stard zajął się nim i po chwili zaczął rozmowę.
– A więc, jakie wieści ze sobą przynosisz? – zapytał Stard.
– Musicie się ukryć, wszyscy! Nowy Wróg nadchodzi! – odpowiedział krzyżowiec.
– Widzę, że tutaj też tak się nazywa nieumarłych – zaśmiał się paladyn.
– Tak. Oni są wytrwali w swych rozkazach. Jako jedyny przeżyłem i uciekłem z pola bitwy. Teraz goni mnie wielka armia, którą prowadzi nekromanta – powiedział piechur.
– Co proponujesz? – zapytał Stard.
– Jest tu pewien skrót. Najpierw na północ, niedługo potem trzeba skręcić w lewo. W końcu można dotrzeć do monolitu, który spowoduje ominięcie armii wroga – odpowiedział krzyżowiec.
– W porządku, ruszajmy – zakończył dialog Stard.
Każdy, co do jednego, założył zbroję, chwycił za miecz, i ruszyli na północ. Droga prowadziła pod górę na mały pagórek, skąd zauważyli kroczącą armię martwiaków. Dzieci Jenoda wraz ze swą armią skryła się w lesie, następnie ruszyli na zachód.
Pa paru dniach znaleźli się u bram sporego miasta Crossden, które jak dotychczas odpierało ataki. Wstąpili do niego i tam rozpoczęli rekrutację żołnierzy do stworzenia potężnej armii. Przez te pare tygodni wszyscy wręcz zadomowili się w Crossden, tym bardziej, że pare razy musieli bronić go przed sforsowaniem murów obronnych. Ale musieli wyruszać dalej. Mając już setki piechórów, hordę krzyżowców, grupę jeźdźców. W końcu wyruszyli w kierunku granicy Centralnego Mythland…

Rozdział VIII – Oblężone granice

Potomkowie Jenoda prowadzili za sobą sporą armię, wszyscy razem czuli się raczej bezpiecznie. Lecz, co dobre szybko się kończy. W końcu dotarli do granic, których strzeże potężna twierdza… teraz oblegana przez armię Nowego Wroga. Mimo tego, że armia dzieci Jenoda była dosyć wielka, to co zobaczyli, przekroczyło ich oczekiwania. Armia oblegająca twierdzę była 3 razy liczniejsza od ich. Ale mimo tego, mieli szczęście w nieszczęściu. Ich armia była podzielona na grupy. Armia Jenoda ruszyła do ataku. Pierwszymi ofiarami była grupa mrocznych rycerzy. Następnie oberwało się wampirom. Później horda jadowitego pomiotu została zabita. Gdy padły szkielety, do ataku ruszyły na raz zombie, zmory oraz nekromanta. Wróg rzucił ‘zapomnienie’ na kuszników, zaś jeźdźcy zaatakowali zombiaki. Dern ruszył na nekromantę, ale nekromanta go unieruchomił. Mitrea powaliła nekromantę ‘świętym pociskiem’, a Stard zajął się zmorami wraz z krzyżowcami i połową swych piechurów. nekromanta ostatnimi siłami rzucił ‘falę śmierci’ na armię dzieci Jenoda.  Ostateczna bitwa została rozegrana. Ale ponad połowa armii rodzeństwa poległa. Miało to też dobre strony – droga do stolicy była wolna. Dzieci Jenoda po wielu latach rozłąki nareszcie przybywają do swego domu…

Rozdział IX – Przykra prawda

Po powrocie do rodzinnych krain, nie było już tak jak dawniej. Najpierw rodzeństwo udało się do króla Mythland – Anverga. Dotarli do stolicy, Mythkeep także nie było w stanie swej dawnej świetności. W końcu weszli do sali tronowej.
– Witamy Cię wasza wysokość! – rozpoczęła rozmowę Mitrea.
– Witajcie, obawiam się, iż nie mam dla was dobrych wiadomości – przywitał się Anverg.
– Za to my mamy trochę dobrych – rzekł Stard.
– Słuchajcie. Centralne Mythland jest nękane przez Nowego Wroga, a ich armia jest coraz większa – kontynuował król. – Podczas jednego z najazdów, nieumarli ograbili bogatą część tych krain. Podczas tego zdarzenia, wasi rodzice zostali zamordowani.
W tym momencie nastała cisza, przerwał ją płacz Mitrei, Stard także się wzruszył, jednak Dern wyglądał na niewzruszonego, jednak w jego umyśle panoszyła się jedna myśl: “pomścić rodziców! zabić tych złoczyńców!!”. Po paru minutach wszyscy trzej się trochę uspokoili i mogli kontynuować konwersję.
– Przynosimy wiadomość od Farecoun – powiedział Stard. – Otóż Nowy Wróg także ich zaatakował i chcą zawrzeć sojusz.
– My też chcieliśmy, ale podejrzewam, że żaden posłaniec nie dotarł do celu – powiedział król.
– A jak się przedstawia sytuacja w okolicach stolicy? – spytała Mitrea.
– Szpiedzy donoszą, że w naszym kierunku zmierza potężna armia nieumarłych oraz ich sprzymierzeńców – odpowiedział Anverg.
– Nieważne, jak wielka jest ich armia, zabiję każdego nieumarłego, jakiego spotkam! – krzyknął Dern.
– Spokojnie. Na zemstę przyjdzie czas – uspokoił go Stard.
W tym dniu więcej ważnych rzeczy się nie działo. Potomkowie Jenoda spędzili pierwszą od wielu lat noc w domu. Nazajutrz zauważono, że Dern zniknął. Mitrea i Stard zebrali wojska i wyruszyli na poszukiwania. Dern w tym czasie samotnie pojechał odbić terroryzowaną wioskę.
Podchodząc, zauważył dwa szkielety. Ukrywając się zaszedł je od boku i jednym machnięciem miecza, rozwalił je na części pierwsze. Wszedł do pierwszej z brzegu chaty, tam przyczaił się na patrol 3 zombie, które także dobił jednym zamachem. Z daleka ujrzał lisza, który zauważył także Derna. W tym momencie lisz wraz z całym wojskiem z wioski ruszył na Derna. Wojownik nie miał wyjścia, rzucił się do ucieczki. Biegł przez drogę co tchu, skręcił na południe. Zwiadowca Starda zauważył biegnącego Derna i zatrąbił w róg, co sił. Pech chciał, że w pobliżu znajdował się oddział partyzancki Nowego Wroga, który dołączył do bitwy. Gdy Mitrea i Stard przyjechali na miejsce, nie wiedzieli z początku, gdzie są ich żołnierze, Nowy Wróg posiadał przewagę liczebną, a Mitrea widząc, że nadbiega kolejny oddział nieumarłych, rzuciła w ich stronę kulą ognistą, co zwróciło uwagę przywódcy martwiaków. Od razu skierował w ich stronę błyskawicę. Mitrea spadła ze swojego wierzchowca, a Stard rozkazał klerykowi uleczyć siostrę, zaś sam ruszył na lisza. Pędził, tak szybko, że lisz patrząc na paladyna od razu się przestraszył, że go zamurowało. Jednak ktoś i tak był szybszy od gniewnego paladyna, lisza dopadł osłabiony Dern. Stard w ostatnim momencie zatrzymał konia, i widząc, że lisz jest nieżywy, rzucił zaklęcie ‘odpędzania nieumarłych’. To przesądziło o losach bitwy. A tym samym uwolniło wioskę, oraz zniszczyło oddział partyzantów Nowego Wroga.
Pod wieczór bracia odwiedzili siostrę w namiocie medyka.
– Witaj siostrzyczko, jak się miewasz? – spytał Stard.
– Nie najgorzej, ten lisz chyba miał małą moc, skoro już jestem w formie – odpowiedziała siostra.
– Cieszymy się – powiedział paladyn i skinął głową w stronę Derna.
– Mitreo… ja, chciałem przeprosić – zaczął Dern swoją wypowiedź. – To wszystko moja wina. Gdyby nie ta chęć zemsty, nie byłabyś tutaj.
– Ech, same plusy, jeśteśmy bardziej doświadczeni, ja żyję, roznieśliśmy żołnierzy Nowego Wroga, mam dalej wymieniać? – powiedziała z uśmiechem na twarzy.
– Dziękuje – odparł Dern.
Przez dłuższy czas Nowy Wróg wręcz nie dawał oznak życia, Tylko raz widziano pochód małych wojsk nieumarłych w stronę północną. Mythland, zaś zrekrutowało tylu żołnierzy, że w stolicy nie można było ich pomieścić. Jednak król Anverg i potomkowie Jenoda otrzymali wiadomość od zwiadowcy, że nadciąga ogromna armia nieumarłych zmierza prosto w kierunku stolicy, a niemałą część ich wojsk stanowią kościane smoki. Ta wiadomość wręcz sparaliżowała wszystkich.
– Za ile czasu dotrze tu ta armia? – spytał zaniepokojony Anverg.
– Według mnie dotrze tu za nie więcej niż 4 dni – odpowiedział zwiadowca.
– Co w takim razie? – zapytał Dern.
– Przygotujemy się na największą bitwę naszego życia – odparł król.
Zwołano żołnierzy z wszystkich garnizonów twierdzy granicznych. I tak niewiele by zdziałali, a razem będą mieli szansę choć zniszczyć trochę tych wstrętnych martwiaków. Nadszedł dzień przewidywanego ataku. Rzeczywiście, armia Nowego Wroga była ogromna. Wszyscy łucznicy wspięli się na drzewa. Jeźdźcy byli na przedzie, zaś archanioły na flankach, reszta armii czekała na tyłach. Armia nieumarłych była co najmniej 2 razy większa niż wojska Mythland. Nadszedł czas bitwy. Armię martwiaków prowadziło dwóch herosów: inteligentny nekromanta i mroczny rycerz śmierci. Kościane latające bestie ruszyły pierwsze do ataku, jednak Mitrea rzuciła ‘pole mocy’ i szkielety, które przebiegły pod polem, nie miały eskorty smoków i zostały rozniesione przez jazdę Mythland. Jednak wiele to nie dało, rycerz śmierci ruszył z zombiakami na ustawione balisty, jadowity pomiot zabijał kuszników, zaś nekromanta wskrzesił ponad połowę oddziału szkieletów wojowników. Archanioły ruszyły do boju ze smokami, lecz mimo większej siły aniołów nad smokami, smoków było zbyt wiele. Gdy Anverg ruszył na trujący pomiot, Stard bronił balist, Dern ruszył na szkielety z halabaldierami, a Mitrea pojechała poskromić nekromantę. Nekromanta zabił ‘magiczną strzałą’ konia swej rywalki, Mitrea zaś wypiła miksturę szybkości i pobiegła z wekierą zrzucić nekromantę z konia. Gdy wszystkie archanioły poległy, przeżyło 9 smoków z samych kości. Gdy wydawało się, że losy bitwy są przesądzone, stało się coś nieprzewidywalnego dla obu stron. Na pomoc Mythland przybył król Farecoun i jego wojska, które uciekły ze swego kraju, aby ratować państwo Anverga. Wszyscy żołnierze dostali jakby jakiegoś wigoru i szału przeciw nieumarłym. Mimo potęgi kościanych smoków, ilość ciosów jakie dostały od gryfów pokonała ich po niedługim czasie. Mitrea poskromiła nekromantę uderzeniem w głowę, mimo, że ten bardzo dobrze władał kosturem z czaszką. Jednak rycerz śmierci rzucił wszystkie siły na Derna. Ale został otoczony przez sprzymierzone wojska, martwiaki mają jedno do siebie, nie mają uczuć, i walczyły do końca, nawet wtedy, gdy widziały przewagę przeciwnika. Ostateczny cios rycerzowi nieumarłych zadał król Farecoun – Lorten.
Po bitwie długo jeszcze sprawdzano, czy zabite stwory, naprawdę nie żyły, czy tylko udają. Bardzo wiele żołnierzy czekało, aż wojska sprzymierzone opuszczą pole bitwy, ale doczekały się już tylko spokoju swej duszy.

Epilog

W sali tronowej odbyło się uroczyste spotkanie.
– Ludzie Mythland i Farecoun! – mówił wyniosłym głosem Anverg – Uroczyście oświadczam, że już nigdy istota z jednego kraju nie podniesie ręki na drugi. A to wszystko zawdzięczamy…
– Nowemu Wrogowi. Otóż gdyby nie zagrożenie ze strony nieumarłych, to dalej walczylibyśmy o Krainy Dobrobytu – dokończył Lorten za Anverga.
– Nie przypominajcie sobie nawet nazwy tej części świata – potomkowie Jenoda równo powiedziały na głos.
– No… tak. Proponuję wznieść toast z tej okazji – powiedział król Mythland.
– Za pokój!!! – krzyknęli wszyscy na sali.
Dzieci Jenoda osiągnęły swój cel, powróciły do domu. Lecz to nie był dom, którego szukały. Niedługo potem musieli znowu toczyć bitwy z Nowym Wrogiem. Wszyscy trzej oznajmili sobie jedno, to nie jest ten sam dom, jaki pamiętają…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *