Autorskie (Mathias)

Wielki smutek zapanował w owej krainie po śmierci jej pana i dobrodzieja, jego świątobliwości króla Leopolda IV Generosa. Wraz z tym wydarzeniem pojawiły się ogromne emocje ze względu na wyjątkowość tego incydentu. Nie byłoby może takiej wrzawy, gdyby do zgonu doszło w sposób naturalny (choroba przecież nie zna czegoś takiego jak litość czy respekt, nawet wobec tak znamienitych postaci jak monarcha Feniksji), a nie w wyniku skrytobójstwa. Ale nawet ono nie powinno w tamtym czasie wywoływać specjalnego zdziwienia, bowiem królów ścinano hurtowo.

Rzecz w tym, że wykonawcą zadania był jego rodzony syn, książę Ponti Gregory Generos. Jednakowoż takie przypadki również miały miejsce, zdrady rodzinne, królobójstwa i ojcobójstwa stały na porządku dziennym w krajach rządzonych przez stare rody dynastyczne otoczone zewsząd zazdrosnymi oligarchami i doradcami o jadowitych jęzorach. Nigdy natomiast w historii Feniksji oraz całego regionu Marthord nie zdarzyło się, aby zdrowy na ciele i umyśle monarcha (szczególnie zaś niesamowite wydawało się w przypadku człowieka o takiej mądrości i potędze jak król Leopold) padł ofiarą skrytobójstwa, którego był inicjatorem, zleceniodawcą i zarazem od początku do końca ofiarą. Trudno może uwierzyć, że to prawda, ale ze względu na późniejsze wydarzenia sprawa ta zeszła na boczny tor, dlatego też niewielu się nad nią zastanawiało i większość przyjęła wyjaśnienia kanclerza Huberta de Montaine na wiarę. Mimo pozornej absurdalności całej sytuacji możemy z całą stanowczością przyjąć, iż była to prawda.

Tak samo zrobił zresztą jego lud, który szybko zapomniał o dobrodziejstwa, jakie otrzymał za życia swego pana. W pamięci utkwił mu natomiast żałosny koniec monarchy, który pogwałcił wszelkie przejęte wówczas zasady kodeksu rycerskiego. Nie dość, że zaplanował swoje samobójstwo (w sposób zresztą dosyć nieporadny, bowiem już kilka godzin przed “aktem” wiedział o nim cały dwór i połowa grodzian), to jeszcze nie mając odwagi samemu go wykonać, uciekł się do zdradzieckiej intrygi, w którą co gorsza wplątał swojego syna. Tym samym pozbawił czci siebie (samobójstwo w dobie pokoju, tchórzostwo i intryganctwo stanowiły najgorsze przewinienia według tradycji Feniksji, jak i prawodawstwa utworzonego przez samego króla), swojego syna-mordercę oraz cały ród Generosów, który zyskał opinię ojcobójców, szaleńców, geszefciarzy oraz zwyrodnialców, mimo że nikt do tej pory z jego członków specjalnie nie naprzykrzył się opinii publicznej (pomijając kilka przypadków korupcji wśród pomniejszych baronetów z bocznych linii dynastii, wykroczenia powszechnego i tolerowanego do dnia dzisiejszego). Nic zatem dziwnego, że władcy nie odprawiono nawet należnego pogrzebu, tylko od razu skremowano i pochowano na prywatnym cmentarzu rodziny Generos w krypcie jego ojca, dziada i pradziada.

Należy zadać sobie dwa kluczowe pytania. Po pierwsze jak to się stało, że ludzie, dla których dwudziestosześcioletnie rządy Leopolda stanowiły okres wytchnienia od ciągłych wojen, poprawy sytuacji materialnej (dla porównania przed rządami króla przeciętny mieszczanin mógł sobie pozwolić dziennie co najwyżej na miskę zupy rybnej i bochenek chleba na całą rodzinę, o wędlinie czy nabiale mowy nie było; w dniu śmierci króla ten sam mieszczanin nie tknąłby rzeczonej zupy, którą przeznaczał psom, samemu zaś spożywając tłusty smażony udziec wołowy popijany winem z wiecznie pełnej amfory), minimalizacji przestępczości (praktycznie w pełni wyeliminowano oprychów z lepszych dzielnic miast) oraz przezwyciężenia ciągłych obaw o swoje życie w związku chociażby z atakami wilczych watach. Po drugie i najważniejsze dlaczego król w ogóle targnął się – a w zasadzie nakazał targnąć innym – na swoje życie?

Pierwsza sprawa jest jasna i klarowna, a z niej łatwo przejść do drugiej. Ludzie od jakiegoś czasu byli podburzani przez członków sekty Lucyfera. Wyznawcy niegdysiejszego najpotężniejszego diabła i siewcy zniszczenia na całym kontynencie stali w opozycji wobec wyjątkowo religijnego monarchy. Jego projekty renowacji świątyń zniszczonych w czasie wojen, budowy kolejnych, a także umieszczenie w swojej świcie aż sześciu arcykapłanów nie mogły podobać się kultystom. Podobnie zresztą jak jego ciągłe odwoływanie się do Najwyższej Instancji podczas przemówień, kazań, orędzi. Ponieważ arystokracja została oczyszczona z sekciarskich plewów  podczas Wielkiej Ścinki w poprzedniej dekadzie, celem lucyferian było zatem podkopanie wiary plebsu w ich miłościwego pana.
Na czele ruchu stał renegat i niegdysiejszy doradca Leopolda baron Mersi, który po wykryciu jego niecnych działań (o których nie będziemy w tej chwili się rozpisywać, ponieważ nie mają znaczenia dla naszej historii) przyjął imię Ashan i ukrył w lasach otaczających stolicę Feniksji – Galdeę. Był on znakomitym czarnoksiężnikiem, który specjalizował się w magii umysłu. Szybko zdołał zgromadzić grupę niedoszłych adeptów Akademii Magicznej wyrzuconych ze względu na lenistwo, agresję bądź też praktykowanie czarnej magii, ale na pewno nie brak talentu. Ashan przekazał im swoją wiedzę i umiejętności. Tak powstała pierwsza komórka sekty. Dzięki znakomitym zdolnościom logistycznym Ashana zdobyła ona wkrótce setki wyznawców w całym kraju. Pojawiła się twarda hierarchia (jak w każdej organizacji przestępczej tudzież państwowej – swoją drogą ciekawa analogia, nieprawdaż?). Na czele stał Mistrz Magii Ashan oraz grupa Arcykapłanów – najzdolniejszych uczniów upadłego czarodzieja. Pod nimi stali Treserzy, mniej utalentowani, których głównym zadaniem było pozyskiwanie i kształtowanie Inicjatów (nowych).  Ci ostatni – jak na sektę przystało – byli odizolowywani od reszty społeczeństwa, indoktrynowani i szkoleni w trudnych warunkach. Po kilkumiesięcznej tresurze wysyłano ich wraz z opiekunami do wsi, miasteczek i gorszych dzielnic dużych metropolii w celu głoszenia swoich poronionych nauk. Głównym dogmatem, poza tymi związanymi z kultem Lucyfera i jego namiestnika – Mistrza Magii w osobie Ashana, stanowiła bezwzględna nienawiść do Leopolda i systemu państwowego, jaki stworzył. Lucyferianie stanowili zatem w tamtych realiach coś w rodzaju anarchistycznej opozycji. I niestety, odnosili oni coraz większe sukcesy.

Dzięki wybitnej sztuce perswazji, silnej magii umysłu oraz – nie ma co ukrywać – zlekceważeniu zagrożenia ze strony kasty rządzącej wyznawcy diabła zyskiwali coraz większe poparcie. W momencie śmierci Leopolda było ono już bardzo silne, a skuteczne wykorzystanie wcześniej wskazanych przestępstw króla przez manipulatorów sekty spowodowało, że władca pośmiertnie popadł w infamię. Niewątpliwie zdawał sobie on sprawę z tego, co się dzieje w królestwie. I tutaj przechodzimy do odpowiedzi na kluczowe pytanie w celu rozwiązania tej zagmatwanej historii.

Leopold miał czterech synów i trzy córki. Jedna z nich, Leokadia, wyszła za wpływowego magnata Griffitha. Podczas Wielkiej Ścinki stracił on znaczną część swej rodziny. Nic zatem dziwnego, że żywił głęboką – nazwijmy to łagodnie – urazę do króla, niezależnie od tego, że wina jego krewnych zabawiających się nekromancją, kolaborowaniem z nieumarłym królem Mortheesem Sztywnym i próbami zamachu stanu nie ulegała wątpliwości. On sam odcinał się od tego typu zabiegów, przez całe życie świecąc przykładem prawdziwego rycerza wiernego swojemu władcy niezależnie od osobistych animozji. Nie mniej jednak Leopold wiedział, jak bolesna musiała być strata Griffitha, zatem postanowił zjednać sobie wiernego sługę. Celem mariażu miało być pogodzenie zwaśnionych rodów. Leokadia urodziła arystokracie potomka – Lefebra. Było to rozumne dziecko, jednak całkowicie pozbawione talentu wojskowego. Zamiast miecza chwyciło za pióro i uprawiało swoistą grafomanię. Jeden wszakże utwór wyraźnie odróżniał się od pozostałych, a nosił on tytuł Rozprawa z szatanem. Wyjątkowo ciekawy poemat opowiadał o zwycięstwie zła nad anachroniczną władzą teistów. Pouczający, a zarazem metaforyczny (co – ku zgubie dla autora – nie zostało właściwie odczytane) twór był bardzo dobry i szybko stał się popularny wśród szlachty, ale również trafił do lucyferian. Ci z kolei odczytywali poemat całkowicie dosłownie i uczynili z niego swoją ewangelię.
Słudzy Ashana przekazywali gawiedzi zniekształconą treść Rozprawy, podkreślając, iż natchnionym prorokiem kultu zła był potomek zarówno ich wielkiego króla Leopolda (tak szczycącego się kontaktami z Najwyższą Instancją), jak i Griffitha, którego ród miał ogromne zasługi w szerzeniu praktyk magii śmierci. To wszystko w połączeniu z kolejnymi kłamstwami na temat monarchy tak bardzo namieszało w głowach niewykształconych, prostych chłopów i mieszczan, iż zaczęły krążyć najbardziej destrukcyjne dla władzy narzędzia – plotki. Z nich można było chociażby się dowiedzieć, iż Leokadia tak naprawdę poroniła, a jej mąż wskrzesił płód dzięki przerażającym praktykom nekromanckim. Inna wieść głosiła, iż Leopold zjednał sobie Griffitha, aby posiąść wiedzę o kulcie śmierci (jak to niektórym starym mędrcom przychodzi czasem do głowy). Wreszcie lucyferianie wypuścili obrzydliwą informację, jakoby sam król był autorem proroczego utworu, ale ze względu na ujmę dla wizerunku nakazał podpisać się pod nim Lefebrowi.

To ostatnie wyjaśniałoby, dlaczego grafoman nagle okazał się wybitnym twórcom ten jeden i ostatni raz. Arystokraci, odporni – jak już wcześniej zostało wykazane – na demoniczny bełkot Ashana, mieli swoje wyjaśnienie zaistniałej sytuacji. Uważali, że Lefebr albo uzyskał natchnienie poetyckie dzięki zaprzedaniu duszy diabłu i praktykom okultystycznym, albo został opętany. W obu wypadkach wyrok był tylko jeden – ścinka. W obronie syna stanął rzecz jasna jego ojciec, który nie chciał stracić jedynego potomka. Wówczas podniosły się krzyki, iż Griffith niczym nie różni się od swojej rodziny i powinien również zostać zlikwidowany. Wtedy Leokadia zwróciła się o pomoc do króla. Leopold ujął się zarówno za Griffithem, jak i Lefebrem, ostro karcąc ich oskarżycieli, zarzucając im ciasnotę umysłową, stereotypowe myślenie oraz – co najbardziej rozwścieczyło możnych – działanie na szkodę państwa. W ten sposób rozpalił się konflikt między królem a arystokracją. Władca dał rodzinie Leokadii schronienie w swoim pałacu, co uznano za kolejną obelgę wobec majestatu oligarchii. Wzburzony lud z kolei zrozumiał (dzięki pomocy krasomówczych lucyferian), że Feniksją zawładnęła rodzina heretyków.

Ashan zdołał wówczas osiągnąć coś, co do tej pory było niedostępne – kontakt z klasą wyższą. Bardzo szybko zawładnął umysłami grupki jej przedstawicieli, dzięki którym rozpowszechniał antykrólewską propagandę wśród dotychczasowych sojuszników monarchy. Następnie miał już miejsce klasyczny scenariusz tragedii dworskiej: sfingowane morderstwo wpływowego opozycjonisty, analogiczna odpowiedź na rodzinie królewskiej, wybuch otwartej wojny na linii dynastia panująca-arystokracja. W tym momencie jesteśmy już o krok od wyjaśnienia dziwnych okoliczności śmierci króla.

Lucyferianie bowiem zdołali uprowadzić Leokadię. Ashan zażądał w zamian za nią głowy najstarszego syna Leopolda, Gregorego. Po latach doszło do spotkania pomiędzy wygnanym renegatem a monarchą. Król zaproponował, że odda swoje życie, byleby tylko oszczędzić swe dzieci. Przebiegły heretyk zażądał wówczas, aby Leopold popełnił samobójstwo. To było oczywiście nie do pomyślenia, nawet w trudnej sytuacji, w jakiej dynastia się znajdowała. Pomijając niezgodny z tradycją kraju charakter takiej śmierci (wiemy bowiem, że względy etyczne nie miały tutaj znaczenia, w końcu Leopold zdecydował się na znacznie gorszy pod tym względem wariant), ale o znacznie ważniejsze sprawy. Zagmatwane prawo sukcesyjne Królestwa Feniksji (stworzone zresztą przez samego Leopolda przy poparciu większości oligarchii) zakładało, że w przypadku samobójstwa władcy dynastia traci prawo do korony. Miało to taki sens, iż król jako najwyższy prawodawca nie stał jak niegdyś ponad tymże prawem, ale tak samo jak pozostali obywatele odpowiadał za jedną z największych zbrodni. Wówczas monarchę wybiera arystokracja. Zauważyć jedna należy, iż przepisy te powstały bezpośrednio po Wielkiej Ścince, w czasach pokoju i przede wszystkim okresie, kiedy nic nie wskazywało, aby możni stanęli przeciwko rządzącej sprawiedliwie osobie króla. Obecna sytuacja powodowała, że wszyscy utożsamiani z władzą (a do tej grupy należała zdecydowana większość tych najbardziej predestynowanych jej dzierżenia, którzy zdawali sobie zarazem sprawę, że oskarżenia pod adresem króla i jego rodziny to brednie; była to jednoczenie zdecydowana mniejszość ogółu oligarchii) stawiali się na marginesie ewentualnej elekcji. Największe wpływy posiadał natomiast… Ashan. Król, kierując się racją stanu, nie mógł pozwolić, aby najwyższy urząd w państwie trafił w ręce tego ohydnego człowieka.

Leopold jako twórca prawa znał też jego luki. Skoro i tak miał zginąć, to jeśli miało to nie być samobójstwo, mogło być – zabójstwo. Ponieważ wszyscy odwrócili się od króla, a zwerbowanie najemnika w tak krótkim czasie w tak praworządnym kraju graniczyło z niemożliwością, musiał on szukać we własnej rodzinie. Ustawa sukcesyjna nie przewidywała, aby zabójcą nie mógł być ktoś z tej samej dynastii. Władza pozostawała wówczas w jej rękach. Pozostawało więc pytanie – kto dokładnie mógł to zrobić. Jako pierwszy zaoferował się Griffith. Jego wybór mógł nawet uniknąć splamienia honoru Generosów. Władca jednak odmówił. Dlaczego? Griffith przez całe życie kierował się tymże honorem i król nie zgodził się na to, aby na koniec życia jego wierny sługa miał stracić dobre imię w oczach Najwyższej Instancji. Zadecydowały więc względy religijne i osobiste. Drugim w kolejce był syn Gregory. Wybór padł ostatecznie na niego, ponieważ mimo że był pierwszym w kolejce do odziedziczenia tronu, to ze względu na ranę, jakiej doznał niegdyś podczas polowania, stracił rzutkość umysłową i nie był w stanie pokierować krajem w tak krytycznym momencie. Postanowił on więc poświęcić samego siebie i swoją godność dla dobra swej ojczyzny. Król Leopold, nie widząc lepszego rozwiązania, przystał na ofertę syna.

Następnego dnia egzekucja została wykonana. Król zginął kilkukrotnie dźgnięty zatrutym ostrzem sztyletu. Ten wystawiony na publiczny lincz monarcha poległ jako jeden z najdzielniejszych ludzi w historii Feniksji, poświęcając swoje życie, dobre imię i wieczną chwałę na ołtarzu racji stanu i dobra królestwa. Ten kraj, który tak wiele mu zawdzięczał, a który tak bardzo go skrzywdził, otrzymał od niego ofiarę ostateczną. Gregory został wkrótce ścięty i poniżony na rynku Galdei. Przywodzi na myśl jednego z bohaterów naszej rodzimej literatury, zasługując jednocześnie na piekielne otchłanie, jak i spiżowy pomnik.

Pozostawiając jednak czytelnikowi ostateczne rozstrzygnięcie postępowania Gregorego pozostaje nam napomknąć, co działo się dalej. Ashan zgodnie z umową uwolnił Leokadię. Tron w obliczu wszechobecnej wrogości i nieuniknionych prób zamachu stanu ze wszystkich stron objął inny syn Leopolda. Michael I Generos stanął przed arcytrudnym zadaniem, przy którym wyzwania poprzednika stanowiły drobnostkę. Uspokoić sytuację w państwie, uzyskać legitymizację władzy, przetrwać polityczną wojnę wewnętrzną, walczyć z Ashanem i jego sektą lucyferian, a jednocześnie uchronić kraj przed napastnikami z zewnątrz (ci bowiem już szykowali się do zbrojnej, “pokojowej” interwencji, a że zagarną sobie przypadkiem trochę bogactw i ziem, to inna sprawa). To już jednak inna historia, a my pozostawimy czytelnikowi szczyptę ciekawości i niedosytu w tym miejscu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *