Opowieści Mrocznego Władcy

Opowieści Mrocznego Władcy

pióra Lorda Saurona (Tajemnice Antagarichu)

Epizod 2. Podróżując w ciemności, cz. 2

Widząc upadek swego dowódcy, najemnicy razem z piratami i bandytami rozpłynęli się na wszystkie strony świata jak liście na wietrze. Głośno krzycząc i wzywając na pomoc swych bogów, biegli na oślep, potykając o siebie i przeklinając. Całkowicie stracili serca do walki. Kilku Sarafan już próbowało zacząć pościg, jednak drogę zagrodził im Sir Martin o zaciętym wyrazie twarzy.
– Żadnego pościgu. Nie mamy na to czasu. – warknął głosem nieznoszącym sprzeciwu.
– Ależ… Oni uciekają! – wydukał zakłopotany Sarafan.
– Niech biegną. Wampiry nie pozwolą im uciec. Wyłapią ich i zaczną powoli zabijać aż zaczniesz żałować, że matka wydała cię na świat. Spójrz.
Martin wskazał ręką jeden z kierunków ucieczki najemników. Kilka wampirów rzuciło się za nimi w pościg. Chwilę później do uszu rycerzy dotarły bolesne, pełne bólu krzyki, aż włosy na karku im stanęły dęba a zimny pot spłynął po ich twarzach.

Sebastian tymczasem parsknął lekceważąco do Azariela.
– Ostatecznie to jednak ja wyszedłem lepiej. Ty jesteś jedynie pachołkiem. Ja należę do elity. Vorador nigdy nie dopuści cię do siebie. Jesteś słaby, żałosny i słaby. Wie, jak bardzo ubóstwiasz Kaina. Wie też, że gdyby Kain powrócił to wtedy szybko staniesz po stronie swego… Cesarza. Koła polityki mielą nieubłaganie.
– Zatem dlaczego ja zostałem przydzielony do tej misji? – zapytał Azariel.
– Gdyż… Vorador pozbędzie się ciebie raz na zawsze. Jesteś niewygodny, zbyt lojalny wobec Kaina. To go zgubi pewnego dnia.
Azariel błysnął kłami i zasyczał. Rzucił się do ataku. Sebastian przywołał do siebie jakiś miecz. Błysk stali i zderzenie kling.
Rozpętało się piekło.
Formacja Sarafan wytrzymała natarcie. W ruch poszły wyświęcone miecze. Wampirów było mniej, na każdego przypadało trzech Sarafan. To dawało ludziom szanse na zwycięstwo. Sir Martin wspomagany przez elitarnych rycerzy glyphowych walczył z wyprostowanym jak struna krwiopijcą o białych włosach i szaleństwie w oczach. Potrafił posługiwać się telekinezą. Odrzucił od siebie rycerzy, a zaatakował samotnego Martina. Dowódca zasłonił się tarczą, sapnął gdy wampir zawisł na jego tarczy. Zrzucił go na ziemię i pchnął mieczem, licząc że trafi w serce. Wampir przeturlał się i obalił Martina kopniakiem. Gdy ten próbował się podnieść, uderzył falą telekinetyczną. Dowódca poleciał kilka metrów i uderzył mocno w ścianę jednego z kontenerów dostawczych. Ciemne plamy wykwitnęły przed jego oczami, kręgosłup bólem wyraził swój protest. Wampir powoli zbliżał się, zachwycony perspektywą zbliżającej się uczty. Im wyższa ranga, tym smaczniejsza krew. Nachylił się nad szyją ofiary.

Nie docenił go.

Dowódca Sarafan chwycił go za gardło jak w żelaznym imadle. Wampir charknął wściekle, siła uchwytu człowieka całkowicie go zdezorientowała. Poczuł jak zimne ostrze podcięło ścięgna jego nóg. Następnie okaleczono jego dłonie. Mógł tylko patrzeć bezradnie jak miecz zagłębił się w jego sercu. Obrócił się w proch.

Sebastian ciągle jednak walczył z Azarielem. Sługa Lorda Sarafan posługiwał się agresywnym, choć jednocześnie wyrazistym i pełnym pewnej elegancji, stylem prawdziwego łowcy. Azariel jednak był pogrążony w bitewnym szale. Potęga jego ciosów sprawia, że aż trzęsie się ziemia, a szybkość zatrważa. Sebastian patrzył z obrzydzeniem na Bestię ujawniającą się w swym przeciwniku. Sam korzystał z Berserku, serii błyskawicznych, celnych choć wzmacnianych siłą ciosów. Azariel był rzeźnikiem. Lubił zabijać. To było widać w jego zaciekłym stylu walki.

Wymienili wstępne cięcia. I kolejne. Sprawdzali się. Oceniali swoje szanse i analizowali. Azariel rycząc wściekle naparł mocniej na Sebastiana. Zasłona. Odskok. Sługa Lorda Sarafan trzymał przeciwnika na bezpiecznym półdystansie, nie dążył do pełnego zwarcia. Wiedział, że ma czas. Azariel ponownie natarł, ustawił ostrze miecza poziomo by wybebeszyć przeciwnika. Sebastian jednak odepchnął miecz, jakby odganiał muchę. Nie zdołał jednak korzystać z luki. Azariel kopnął go, wampir wykonał śrubę w powietrzu i pewnie opadł na obie nogi. Uniósł miecz wysoko nad głową. Wampir Cabal zrobił tak samo. Przez chwilę mierzyli się wzrokiem, a potem szybko wymienili ciosy. Sebastian zaatakował cięciem niskim, niebezpiecznym. Azariel błyskawicznie opuścił miecz w dół, ale trafił tylko na powietrze. Pęd i ciężar miecza i rzuciły go w dół. Stracił równowagę. Sebastian ciął na odlew by rozpłatać twarz wampira, ale nie trafił. Leżąc na ziemi, Azariel podciął mu nogi. Sebastian sapnął i runął na dół. Legionista Kaina uderzył go pięścią w twarz i szybko wstał. Pobiegł po miecz, chwycił w dłoń i ruszył na Sebastiana, który właśnie wstał. Sarafański wampir rozwarł szpony i chlasnął Azariela po twarzy. Okaleczony krwiopijca zawył wibrująco. Oko zaczęło wypływać ze zniszczonego oczodołu. Ciosy Sebastiana oprócz ran szarpanych, mogły też miażdżyć kości swą siłą. Choć wampiry mogą regenerować zniszczone organy (jak to nieumarli) to jednak zniszczenie sprawia im ból.

Sebastian spojrzał triumfalnie na swego przeciwnika. Teraz już wiele nie pozostało. Azariel nie stawił oporu. Sługa Lorda Sarafan wpadłszy w Berserk zaczął masakrować swego przeciwnika dopóki nie zmienił się w pulsujący korpus pełen okrwawionych strzępów skóry, mięsa i ubrań. Wyłuskał miecz z martwych rąk leżącego niedaleko, zimnego już najemnika z rozstrzaskaną głową. Następnie odciął głowę Azarielowi, kończąc jego żywot.

Rzucił okiem na pobojowisko, pokryte trupami Sarafan, najemników i wampirzych pozostałości. Podszedł do niego Sir Martin, zakrwawiony, posiniaczony i zmęczony. Ciężko stał na nogach.
– Zadanie wykonane, mój panie. Ładunek został zabezpieczony i może zostać przetransportowany do Twierdzy. – zameldował posłusznie.
– Dobrze się spisaliście. Zabierzcie zabitych Sarafan, resztę zostawcie by zgniła. – polecił wampir. Sprawiał wrażenie zamyślonego.
Dowódca rycerzy zasalutował i powrócił do swych żołnierzy. Konwój ruszył i bez żadnych przygód dotarł do Twierdzy jeszcze przed świtem.

Ciał na Nabrzeżu nikt nie ruszał. Robaki i morskie ptaki miały co jeść. Wśród nich znajdowało się ciało kapitana Fargusa.

***

Lord Sarafan powitał ich w Sali Tronowej. Nie krył swej radości, zachowując jednak majestat i godność Wielkiego Mistrza Zakonu.
– Jestem z was dumny. Wszystko co najlepsze oferuje Zakon, znajduje się w was. Nagroda was nie ominie. Wiedzcie, że zadanie jakie wykonaliście, przybliży nas do ostatecznego wyplewienia wampirzej plagi. – powiedział rycerzom.
– Ku chwale Zakonu i Nosgoth, panie! – odkrzyknęli zakonnicy, zasalutowali mechanicznie.
– Dla ciebie też mam słowa uznania, Sebastianie. Raz jeszcze udowodniłeś, że nie popełniłem błędu przyjmując cię pięćdziesiąt lat temu na swe usługi. Nagrodą będzie rozszerzenie twych wpływów. Przyklęknij, mój sługo. – polecił.
Sebastian posłusznie wypełnił polecenie.
– Ja, Lord Sarafan, Opiekun Nosgoth i Przywódca Zakonu Sarafan ogłaszam co następuje: mianuję ciebie, Sebastianie, Strażnikiem Kamienia Nexus. Dopilnujesz przeniesienia go do Dzielnicy Przemysłowej gdy budowa zostanie zakończona. Kolejnym punktem jest przekazanie ci nowego domu. Niedawno w górnym mieście umarł pewien bogaty szlachcic. Nie miał rodziny, a swe dobra oddał Zakonowi. Od teraz to ty będziesz tutaj mieszkał. Rycerze, którzy towarzyszyli w twej misji zostaną twoją strażą przyboczną. Zajmiesz też miejsce u boku mych doradców, będziesz wspierał mnie w rządzeniu Nosgoth, gdyż oprócz władania wielką mocą, dysponujesz też inteligentnym i elastycznym umysłem. Znajdziesz miejsce w Radzie Sarafan. Powstań, Sebastianie, mój wierny sługo.

Sebastian powstał. Poczuł w końcu satysfakcję. Nareszcie zdobył władzę o której tak bardzo marzył. Pod stopami Kaina nigdy nie doszedłby tak daleko. Dostrzegał to wyraźnie. Uśmiechnął się. Nosgoth należało do niego. Kain zaś gnije w Otchłani.

Niech tak pozostanie na wieki.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *