Opowieści Mrocznego Władcy

Opowieści Mrocznego Władcy

pióra Lorda Saurona (Tajemnice Antagarichu)

Epizod 4. Poszukiwania, cz. 2

Lord Sarafan zaśmiał się okrutnie, kiedy wbił Reavera w czaszkę stojącego przed nim demona. Stwór zagulgotał, krew buchnęła mu z paszczy. Hylden z głośnym mlaśnięciem wyjął miecz z ciała, które upadło na ziemię drgając konwulsyjnie. Wyschnięta ziemia zaczęła chciwie spijać płynącą posokę, pożądając więcej. Ta przystawka przedstawiała zbyt nikłą wartość. Generał
postanowił spełnić jej życzenie.

Zakotłowało się w tłumie owadzich demonów, kiedy zobaczyły śmierć ich przedstawiciela. Lord Sarafan wyczuł ich nienawiść, wzbierającą niczym
fale przypływu. Nienawiść do Hyldenów, za to kim dla nich byli.

Mróz owionął serce Władcy Nosgoth, kiedy dotarło do niego wspomnienie. Pamiętał wojnę z Antycznymi. Od nich również biła taka sama
wszechogarniająca nienawiść. Za to kim byli Hyldeni: odmieńcami, którzy zaprzeczali temu, co Antyczni śmieli nazywać “prawdą”. Lord Sarafan
odruchowo pragnął zaprotestować: “to nie nasza wina, to Antyczni, którzy bredząc o Kole i Starszym zaczęli burzyć piękne miasta, wyrzynać
dumnych mieszkańców, to oni wygnali nas do waszego świata.”

Jednak który władca tłumaczyłby się zbiegłym niewolnikom?

Generał oczyścił swój umysł i wskazał ręką kolejne Demony. Wojownicy Hyldenów zrozumieli rozkaz. Z potężnym bitewnym krzykiem natarli na
zbuntowane sługi, siekąc bez opamiętania. W powietrzu fruwały kawałki odnóży i strumienie świeżej krwi, hyldeńskie ostrza wytrwale
pracowały by zrobić przejście dla swego pana. Lord Sarafan dostojnie kroczył przed siebie, płaszcz o barwie purpury powiewał niczym mroczny
całun. Soul Reaver nucił swą cichą pieśń. Oczy Władcy Nosgoth płonęły, kiedy wszyscy schodzili z jego drogi. On wskazywał po kolei wszystkie Demony i wymierzał straszliwą sprawiedliwość.

Reaver wytwarzał błękitne kule czystej energii z niewiarygodną precyzją i siłą uderzające w zgromadzone stwory. Pociski rozbryzgiwały się na ciałach Demonów, miażdżąc i rozrywając ciała. Lord Sarafan kroczył dalej.
– Zdrajca. – strzał z Reavera. – Zdrajca. Zdrajca. Zdrajca. – kolejne strzały i dekapitacja ostrzem. – Zdrajca. Wszyscy zdrajcy!

Niedobitki odskoczyły od swych oprawców i natychmiast uciekły. Z pewnością Hyldeni mogliby kontynuować pościg, ale Generał uznał, że wystarczy. Nie stanowili dla nich zagrożenia. Wojownicy wyczuli intencje swego wodza i natychmiast powrócili do szyku, bezceremonialnie
depcząc ciała pokonanych przeciwników. Ruszyli dalej, pozostawiając za sobą pobojowisko, stanowiące prezentację siły, której nie wolno
było zanegować.

***

Lord Hyldenów dalej prowadził swą drużynę przez niebezpieczne Kaniony. Czy zrządzeniem losu, czy z powodu innych przyczyn, nie spotkali na swej
drodze żadnych przeszkód. Domyślał się, że tak głośna potyczka musiała być obserwowana z oddali, zatem rzeź demonów jaką urządzili, musiała zrobić wystarczające wrażenie. Nawet Generał nie był w stanie ostatecznie rozstrzygnąć tych wątpliwości. Ostatecznie uznał, że to nie ma już znaczenia.

W pewnym momencie trafili na wejście do jaskini, wydrążone w dość stromym wzgórzu, które swym ogromem czyniło zgromadzonych Hyldenów nikłymi i mało ważnymi. Lord Sarafan doznał przeczucia, że to może być miejsce, którego tak długo szukał. Miał też wrażenie, że to miejsce przypominało mu coś o czym zapomniał po eonach Wygnania. Mógłby
to nazwać przeznaczeniem, ale to słowo obrzydło mu okrutnie. Antyczni wymieniali je tyle razy przy tysiącach różnych okazji – od okrzyków wojennych, przez uzasadnianie swych racji po groźby.

Mimo wszystko wejście wyglądało dość obiecująco. Przejście było wystarczająco szerokie, że Hyldeni mogli iść w jednym rzędzie i wzajemnie się osłaniać przed potencjalnym zagrożeniem. Generał uznał, że to jest świetne miejsce na kryjówkę. Strzeżone przez ponurą reputację Kanionów,
wędrujące watahy Demonów, ukryte między licznymi skałami. Mógł tu mieszkać ktoś, kto mógł czuć się wystarczająco potężny, by poradzić sobie z każdym zagrożeniem. Zapewne też nie lubił nieproszonych gości.

Pewnie nigdy nie spotkał Lorda Sarafan, jeśli chciał zaliczyć go do zwykłych gości, których może przepłoszyć bandą pseudo-owadów i strachem.

Drużyna wkroczyła do środka. Szli jeden obok drugiego, w szeregu. Na przedzie kroczył Wielki Mistrz, który nie okazywał najmniejszego lęku
przed obcym miejscem. Spokój przywódcy udzielał się jego podwładnym, nawet ostrożniejsi Hyldeni poczuli się pewniej w obliczu nieznanego.

Tunel biegł prosto jak strzała, bez żadnych zakrętów ani skrzyżowań. Lord Sarafan zaczął czuć się… Dziwnie. Poczuł mrowienie w potylicy. Potarł się, ale wrażenie nie ustąpiło. Nie pozwolił, by coś tak przyziemnego rozproszyło jego uwagę, mimo to teraz stawiał ostrożniejsze kroki. Szybkim gestem rozkazał podwładnym dobyć oręża i zwiększyć czujność. Ściany tunelu były starannie wyrzeźbione, przejście bardziej przypominało korytarz niż typowy górniczy tunel. Hyldeni dostrzegali wzory pokrywające ściany, ale ich znaczenie pozostawało zagadką. Generał wiedział, że to litery pierwotnego, zapomnianego języka Hyldenów. Jako przywódca swej rasy, żył długo i widział wiele, prastary język był mu niegdyś znany, ale przez upływające wieki w Wymiarze Demonów zapomniał niemal wszystko co dotychczas o nim wiedział. Jedynie najstarsi i najbardziej uczeni Hyldeni znali ten szlachetny język, pierwszy który stworzyli. Spisali w nim wiele pięknych dzieł, które potem przetłumaczono na bardziej współczesną, obecnie używaną wersję.

Generał po raz kolejny przeklnął Antycznych za skazanie ich na wygnanie i zniszczenie ich kultury. Odwrócił się do swych żołnierzy, a jego oczy, pełne nienawiści, płonęły.
– Widzicie? Ślady naszej kultury, dziedzictwa, które utraciliśmy, a miało być nasze. – wyszeptał. – Odebrane przez przeklęte wampiry i ich fałszywego Boga. Wszystko stracone, zapomniane. Odzyskamy, to co nam należne. Przysięgam.

Hyldeni pochylili głowy w pokorze, ale efekt psuł grymas gniewu i płonące oczy. Poglądy na tę sprawę pokrywały się z poglądami ich przywódcy.
– Nosgoth jest nasze, ale wciąż pozostały wampiry do zniszczenia. Przed nami wiele pracy, ale przyszłość należy do nas. Na gruzach Filarów
rozpoczęła się nowa epoka, a pomnik jaki po nas pozostanie, przetrwa wieczność. – dokończył Generał.

Ruszyli dalej, zdeterminowani by zgłębić całą prawdę do końca. Znajdowali liczne hyldeńskie malowidła sprzed czasów Wygnania. Były one zatarte i wyraźnie nadgryzione przez ząb czasu, ale niewiele trzeba, by przywrócić je do dawnej świetności. Hyldeni kroczyli, przypominając sobie o przeszłości swej rasy. Wspomnienia musiały jednak ustąpić miejsca teraźniejszości, gdy dotarli do końca tunelu.

Na ich drodze stały potężne wrota, prawdopodobnie wykonane z wzmocnionej magią stali. Na drzwiach namalowana była lekko podłużna twarz młodej Hyldenki o wydatnych ustach. Wyglądałaby dość ludzko, gdyby nie charakterystyczne grzebieniaste wypustki wyrastające z miejsca, gdzie ludzie mają uszy. Oprócz tego można było dostrzec, że jak
każdy Hylden nie miała rzęs ani brwi, choć posiadała zaznaczające się łuki brwiowe. Według standardów tej rasy można było ją uznać za piękną.

Lord Sarafan gwałtownie pchnął drzwi. Skrzydła rozsunęły się na boki i mocno uderzyły o ściany. Hyldeni wkroczyli do pomieszczenia. Ich oczom ukazał się niezwykły widok.

Znaleźli się w miejscu przypominającym kościół. Budynek został zbudowany na planie koła i zwieńczony na szczycie kopułą o kształcie czaszy. Szare ściany były ozdobione wyrzeźbionymi scenami z historii Hyldenów – ich codziennego życia w Nosgoth, wiedzy o sztuce i filozofii. Kolumny były ustawione w dwóch wygiętych rzędach, które łączyły się ze sobą tworząc koło podtrzymujące sklepienie przed zawaleniem. Gęsty mrok rozjaśniały pochodnie przymocowane po jednej do każdej kolumny. Pomiędzy kolumnami były rozmieszczone dwa rzędy liczące sobie po kilkanaście szerokich, kamiennych ław. W miejscu gdzie powinien być ołtarz, znajdowała się jedynie wysoko umieszczona ambona. Na jej środku był wyrzeźbiony znak z języka Hyldenów oznaczający “mów i wysłuchaj”.

Lord Sarafan domyślił się, że trafił do utraconego podziemnego miasta, gdyż spotkał się już z takim typem budynku. Miejsce Spotkań Rady.
Znalazł się w budynku, który służył rajcom danego hyldeńskiego miasta do spotykania się i obradowania nad sprawami polityki. Symbol na ambonie był tradycyjnym oznaczeniem, zobowiązującym do wysłuchania racji każdej strony w dyskusji. Miejsce to nie znajdowało się specjalnie daleko od Bramy Hyldenów, która również była miastem należącym do jego rasy. O ile jednak Brama została ponownie zasiedlona, to miejsce pozostało zapomniane, Wygnanie zatarło pamięć o wielu sprawach. Wiązanie Filarów zmusiło ich do odejścia i porzucenia wszystkiego co mieli, już na zawsze. Tak wówczas myśleli.

Brak przedmiotów sakralnych nie zdziwił Generała. To miejsce było użytku świeckiego, zresztą Hyldeni nie znali czegoś takiego jak “kościoły”, nie było im to potrzebne, gdyż nie wierzyli w coś, co Ludzie i Antyczni nazywali “siłami wyższymi”, a już na pewno nie wierzyli w Starszego, którego darzyli szczerą nienawiścią, jako symbolu Starożytnych próbujących ich
kontrolować. Zatwardziały ateizm Hyldenów doprowadzał Wampiry do szału, co było jedną z przyczyn wielkiej wojny.

Drużyna Lorda Sarafan nawet się nie spostrzegła, kiedy zaskoczyła ich tajemnicza istota, której nigdy nie spotkali.
– Witajcie, Wygnańcy. – powiedziała. Miała kobiecy głos, a światło latarni rozświetliło jej ciało. Hyldeńskie ciało. Wiedząca nosiła się skromnie, jej strój był prowokujący, składający się z dwóch przepasek na piersi i biodra, prezentujący młode, nieskażone klątwą starości ciało. W odróżnieniu od Wygnańców, jej cera była zdrowa i lekko rumiana. Posiadała długie, proste brązowe włosy opadające na plecy. Miała też dwa grzebieniaste wypustki wychodzące z czaszki na miejscu uszu co jednak pasowało do jej rysów twarzy.

Wiedząca stanęła twarzą w twarz przed przywódcą, mierząc go uważnie wzrokiem. Choć czas i miejsce jej narodzin nie zachowały się w żadnych opisach ani podaniach, miała spory wpływ na życie Nosgoth. Celowała w przepowiedniach i proroctwach, zdobywając sobie wielką sławę, choć
ją samą niewielu widziało na oczy. Jej enigmatyczne słowa sprawdzały się na różne sposoby. Z bardziej współczesnych wydarzeń można
dodać, że przepowiedziała upadek Williama Sprawiedliwego co doprowadziło do eksterminacji całej wampirzej rasy, jedynie Kain ocalał z
masakry. Ci, którzy słyszeli o tym proroctwie, uznali to za omen zwiastujący rychłą katastrofę. Rzeczywiście nie minęło wiele czasu, kiedy
skąpane we krwi Nosgoth otrzymało kolejny cios w postaci Upadku Filarów. Wtedy też Hyldeni mogli w końcu powrócić do swego prawdziwego domu.

Generał najszybciej otrząsnął się z zaskoczenia.
– Witaj, nieznajoma. Co robisz w tym zapomnianym miejscu? Wyglądasz zupełnie inaczej niż ma rasa.
– Jesteśmy jednak spokrewnieni. Nie znalazłam się razem z wami w Świecie Demonów, do którego wysłali was Starożytni. To dlatego wyglądam tak, jak przedstawiają to malowidła wcześniej przez
was odkryte. – wytłumaczyła.
– Jak… Uniknęłaś Wygnania? – wykrztusił Lord Sarafan. – Przecież to niemożliwe, cała nasza rasa musiała odejść. Czemu nie ty?
– Nie tylko ja, Generale. Nie jestem jedyną, która uniknęła tak tragicznego losu. Wiesz, kto tutaj leżał uśpiony przez millenia, czekając naprzebudzenie w odpowiednim czasie? Król.

Hyldeni zadrżeli na samo wspomnienie. Czy ich prawowity władca w końcu do nich powróci? Lord Sarafan przejął władzę nad tym co zostało z jego
rasy. Czy miałby teraz złożyć hołd temu, który nie cierpiał razem z nimi, tylko… Spał? W sercu Generała zakiełkowało ziarno buntu, ogarnęły go
mieszane uczucia. Co miał o tym wszystkim myśleć?
– Nie wiem, czy możemy ci ufać. Minęło wiele czasu. Gdzie jest teraz król? – zapytał.
– Nie znajdziesz go w tej części Nosgoth. Znajduje się poza twoim zasięgiem i nie masz żadnego wpływu na to, co się tam dzieje. Nie
jesteś w stanie zrobić absolutnie nic. – odrzekła Wiedząca.
– Jak śmiesz tak bezczelnie do mnie przemawiać?! Rozmawiasz z władcą Nosgoth, który przywrócił należne nam miejsce! – warknął Generał. – Ciężkim wysiłkiem, zwyciężyliśmy nad Stworami Nocy.
– Do zwycięstwa jeszcze daleka droga. Poza waszą percepcją toczy się ostateczna gra w odległej przyszłości Nosgoth, ale jej ostatni akt ma swe
miejsce w teraźniejszości. Wynik tej walki zadecyduje o ostatecznym kształcie tego świata. – wyjaśniła.
– Cóż to za dziwne słowa? Zagadka, która po udzieleniu jednej odpowiedzi daje trzy nowe pytania? Wytłumacz się ze swych metafor nim stracę resztę pozostałej mi cierpliwości. Wiele ryzykowałem, by znaleźć odpowiedzi, nie odejdę zanim nie dowiem się wszystkiego. – zagroził Lord Sarafan.

Wiedząca żachnęła się lekko.
– Nie tylko ty ryzykowałeś. A może nie zdajesz sobie sprawy, że jako jedyny jesteś w stanie mnie zniszczyć? Nosisz przy sobie instrument mej
możliwej zagłady. Jednak nie jestem bezbronna.
– Odpowiedz na me pytania, a odejdę w pokoju. – obiecał Wielki Mistrz. – Hylden nie powinien podnosić ręki na Hyldena. A przynajmniej nie bez
powodu… Mów szybko, czas jest na wagę złota.

Wiedząca zbliżyła się o parę kroków bliżej do Generała, który spoglądał na nią podejrzliwie. Kobieta nie zdradzała żadnych objawów zaniepokojenia, nawet kiedy spoglądała mu głęboko w oczy. Lord Sarafan, chociaż miał wolę silniejszą od stali, a oczy płonące piekielnym ogniem, z ledwością wytrzymał chłodne spojrzenie Wiedzącej. Wydawało mu się, że zobaczył bezdenną studnię w której spada co raz niżej i niżej, błagając o śmierć, która nie nadejdzie.
– Twoje sztuczki nie zadziałają na mnie. – zaprzeczył groźnie. – Nie odejdę, dopóki nie uzyskam tego, po co tu przybyłem. Dobrze o tym
wiesz, zatem przestań się ze mną droczyć.
– Twój brak szacunku zdumiewa, jednak jedynie wielcy mogą sobie na to pozwolić, a ty należysz do wielkich, Generale. Okoliczności jednak nie pozwalają nam na uprzejmości, zatem przejdę do sedna sprawy. Król Hyldenów uniknął Wygnania to prawda, to miejsce było niegdyś obłożone niezwykle potężną, ochronną magią. Król przybył właśnie tutaj, do tego miasta tam, razem ze swym najbliższym otoczeniem. Zapadli w sen, który
trwał millenia. Kiedy jednak Filary przestały istnieć, przyszła pora na ich przebudzenie. Miejsc takich jak to jest znacznie więcej, uśpieni tam Hyldeni już dawno wyszli na wolność. Teraz jednak zniknęli z oczu żyjących i nie mamy wpływu na ich dalsze losy.
– Więcej… Wielu Hyldenów? Dlaczego nie wszyscy? – zapytał Wielki Mistrz. – Czym oni się zasłużyli, że my nie mogliśmy zrobić tego samego?
– Nie zdołalibyśmy ocalić wszystkich, większośc z nas walczyła na polach bitew całego Nosgoth ze Starożytnymi, pamiętasz Generale? Tylko nieliczni
mieli czas by się uchronić przed Wygnaniem.

Lord Sarafan wyciągnął zaciśniętą pięść zaraz pod jej twarz, wyglądał jakby zamierzał uderzyć, ale powstrzymał się w ostatniej chwili. Wycofał rękę.
– Twoje informacje są bezużyteczne, w niczym mi nie pomogą. Takie sprytne półsłówka nie pomogą wam się ukryć. Znajdę was i wtedy poznam całą prawdę.
– Zatem poszukaj odpowiedzi na własną rękę. Zanim jednak odejdziesz, chyba mogę powiedzieć ci o czymś, co może pomóc twej sprawie. – rzekła Wiedząca. – Kiedy ty umacniałeś swą władzę, wampiry sprawiały wrażenie jakby zapadły się pod ziemię, prawda? To pułapka. Musisz natychmiast
wracać do Meridian, twoja nieobecność została odkryta, w twoim otoczeniu znalazł się zdrajca.

Generał Hyldenów stężał, jakby odkrył straszliwą prawdę. Elementy układanki, którą próbował rozwiązać od pewnego czasu, powoli układały się w straszliwą całość. Jego oczy wyrażały zdumienie, że znalazł się ktoś wystarczająco przebiegły, bo oszukać Hash’a’gika, Mistrza Manipulacji.
– Co…? Jak…? Niemożliwe! Kto jest zdrajcą? Męki Wygnania będą niczym w porównaniu z tym, co ja z nim każę zrobić! – ryknął.
-Przewodniczący Meridiańskiej Gildii Kupców, oburzony nałożonymi przez ciebie wysokimi podatkami, skuszony pragnieniem nieśmiertelności i bogactwa. Blisko twego otoczenia, posiadający najlepszych szpiegów. Od pewnego czasu należy do Cabal. Przez ostatnie pięć lat wspólnie przygotowali grunt pod bunt, wielkie powstanie przeciw władzy Sarafan w całym Nosgoth. Jeszcze masz szansę temu zapobiec, a przynajmniej jak
najszybciej zdławić bunt.
– Zatem trzeba działać niezwłocznie. Dziękuję ci za pomoc, nie zapomnę tej przysługi. – Lord Sarafan skłonił się lekko przed Hyldenką.
– Przyjmij jeszcze jedną poradę. Soul Reaver to klucz do twego zwycięstwa. Jednak Kamień Nexus to rzecz jeszcze ważniejsza. Strzeż go niczym własnego życia, inaczej niewiele czasu ci pozostanie by wszystko naprawić przed katastrofą. Cienie przeszłości potrafią zniszczyć nawet najbardziej świetlaną przyszłość…

Z tymi słowami, Wiedząca zniknęła w rozbłysku wirującej, fioletowej energii. Zapadła kamienna cisza, przerywana oddechami pozostałych Hyldenów. Lord Sarafan odwrócił się do swych żołnierzy.
– Cokolwiek się stanie, pamiętajcie, że jesteście Hyldenami. Żaden człowiek ni żaden Stwór Nocy, nie stanie nam na drodze. Nosgoth jest prawomocnie nasze i tak pozostanie na wieczność… – powiedział, zanim oni również zniknęli w rozbłysku energii, tym razem zielonej.

***

Znaleźli się w mieście, zaraz za bramą prowadzącą do Kanionów. Do ich uszu dotarły odgłosy walki, szczęk oręża, wrzaski rannych i jęki
umierających. Do ich nozdrzy dotarł swąd spalenizny, a ich twarze poczuły fale gorąca. Znaleźli się w szalejącym piekle i nie wiedzieli, co napotkają na swej krwawej drodze.

Meridian płonęło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *