Opowieści Mrocznego Władcy

Opowieści Mrocznego Władcy

pióra Lorda Saurona (Tajemnice Antagarichu)

Epizod 4. Poszukiwania, cz. 1

Dziewięć miesięcy później.

Ze względu na rozległe obrażenia, jakie poniósł Sebastian, wampir musiał na pewien czas zrezygnować z wykonywania bardziej niebezpiecznych misji. Dla Lorda Sarafan nie miało to na razie większego znaczenia. Wszystko postępowało tak, jak zamierzał. Sebastian skupił się na pracy w biurokracji. Jak się okazało po raz kolejny, sługa Wielkiego Mistrza doskonale wiedział jak postępować ze wszystkimi rodzajami gryzipiórków. Pracował niezależnie od organów rządzących, mając jednocześnie nad nimi pełnię władzy. Odpowiadał jedyne przed samym Lordem Sarafan, który wiedział doskonale, że Sebastian wypełni powierzone mu zadania co do joty.

Głowę Wielkiego Mistrza zaprzątały zdecydowanie ważniejsze sprawy. Przez ostatnie dziesięciolecia umacniał swoją władzę, dusząc w zarodku wszelkie przejawy oporu. Nic nie mogło przeszkodzić jego planom. Oczywiście pozostawał Vorador, ale starożytny wampir nie był w stanie przeciwstawić się Lordowi Sarafan. Szczególnie kiedy Soul Reaver był przeciwko niemu. Wielki Mistrz dostrzegał słodką ironię: to Vorador wykuł Reavera, a legendarny Janos Audron obdarzył broń Mrocznym Darem. W swej arogancji pragnęli stworzyć instrument ostatecznej zagłady rasy Hyldenów. Generał nie mógł się doczekać, aż zatopi to zimne ostrze w ich czarnych sercach, kiedy nadejdzie czas. Ten czas już się zbliżał.

Lord Sarafan kroczył pewnie przed siebie, pod nogami obutymi w złotą, pancerną zbroję chrzęścił piach i unosił się kurz. Przywódca Zakonu obserwował uważnie całą okolicę. Znalazł się w Kanionach, wyjątkowo niegościnnej części Nosgoth, gdzie żadna żywa istota nie mogła być bezpieczna. Powietrze było ciężkie, unosiła się w nim groźba, poczucie zagrożenia. Same widoki były dość monotonne, ot szereg skał i tuneli. Żadnej roślinności. Same skały oraz otwarte przestrzenie. Na szczęście Lord Sarafan nie przybył tutaj, by zwiedzać. Miał własne zadanie do wypełnienia. Hylden z poczuciem celu jest niepowstrzymany, szczególnie kiedy mówimy o władcy Nosgoth.

Nie był jednak sam. Prowadził ze sobą czterech wojowników swej rasy. Rzucali się w oczy wszystkim, od wyglądu po broń. Charakterystycznymi cechami Hyldenów były wypustki wyrastające z czaszki, jak również święcące intensywną zielenią oczy. Wydawały się jednak bladymi punktami w porównaniu z płomieniami uchodzącymi z oczu Wielkiego Mistrza. Zamiast stóp mieli kopyta, chudsze i dłuższe niż te u wampirów. Nosili jedynie biodrowe przepaski, rezygnując ze zbroi na rzecz zwinności i ogromnej wytrzymałości. Byli uzbrojeni w czarne, zaostrzone ostrza o długości liczącej sobie rozpiętość ich ramion. Nadawały się do cięć, jak również do pchnięć, można było również nimi łatwo blokować ciosy. Czyniło je to wyjątkowo uniwersalnymi. W obecnych czasach Wojownicy Hyldenów nie byli zbyt często widziani, ale starożytne legendy głoszą, że wielokrotnie przyczyniali się do zwycięstw nad znienawidzonymi Antycznymi.

Generał Hyldenów normalnie kazałby zmienić im się w ludzi, ale w tak odludnym miejscu nie musieli już kryć swej prawdziwej natury. Wciąż zmierzali przed siebie, w sobie tylko znanym kierunku. Czasami spotykali roztrzaskane wozy lub ciała kupców. Kaniony były niegdyś jednym z ważniejszych szlaków handlowych. Obecnie ich rola znacząco zmalała, głównie przez tajemnicze zniknięcia. Kupcy i bandyci znikali. Nocami słyszano makabryczne krzyki i jęki, znikali ludzie. Okolica szybko zaczynała się wyludniać. Śledztwo Sarafan nie było w stanie nic wykazać. Raport ostatniego patrolu pochodził sprzed trzech tygodni. Tydzień temu znaleziono starannie objedzone, rozkładające się resztki. Jedno z ciał miało symbol Sarafan na rozdartej zbroi.

Stało się jasnym, że tutaj potrzeba czegoś więcej, by rozwiązać zagadkę. Wielki Mistrz domyślał się, kto mógł tutaj mieszkać. Równocześnie szukał odpowiedzi na nurtujące go pytania. Ten zbieg okoliczności nie mógł być przypadkowy. Nie wziął ze sobą wielkiej świty oprócz kilku zaufanych wojowników, pragnąc nie ściągać większej uwagi na swe działania. Im mniej wróg wie, tym lepiej. Ludzie byli zbyt słabi, by zmierzyć się z tajemniczymi istotami. Oczywiście mógłby wysłać Sebastiana, ale wampir jeszcze nie był w pełni uzdrowiony. Przez twarz Lorda Sarafan przemknął cień, kiedy przypomniał sobie o Magnusie. Zdał sobie sprawę, że Sebastian nigdy nie osiągnie takiego poziomu potęgi. Obrażenia, jakie odniósł mówiły same za siebie. Powinien był nie okaleczać trwale Magnusa…

Poczucie żalu i rozczarowania zniknęło, kiedy przypomniał sobie inną rzecz, która rzuciła mu się w oczy przy ich pojedynku. Magnus nigdy nie zdradziłby Kaina. Generał nawet kiedy zmiażdżył umysł wampira, był w stanie ciągle wyczuć w nim odłamek opornej świadomości, wpół zatopioną wyspę w oceanie szaleństwa. Mógł wyrządzić mu najpodlejsze zbrodnie, wymierzyć sprawiedliwość jak każdemu wampirowi, skazać go na te same męki jakie sam przeżył na wygnaniu… To by nic nie dało. Lord otrząsnął się ze swych rozmyślań. To była przeszłość, kiedy wszystko się wahało. On jest przyszłością.

Podróż przebiegała dość sprawnie, oddział poruszał się bardzo szybko. Nie będąc ludźmi, Hyldeni męczyli się zdecydowanie wolniej co pozwalało im pokonywać dłuższe dystanse. Teren zmieniał się stosunkowo rzadko. Czasami trzeba było szukać drogi przez tunele, kiedy główne drogi zasypywały rumowiska skalne. Po drodze znajdowano kolejne ślady aktywności obcych sił.

***

Przed nimi znajdował się obalony dyliżans. Dość archaiczny, napędzany siłą koni niczym chłopski wóz. W czasach postępujące industrializacji na mechanizmy napędzane parą lub energią glyphów nie mogli sobie pozwolić jedynie ubodzy. Właściciele musieli należeć do tej grupy Nieszczęsne zwierzęta zostały już dawno temu pożarte, gdyż wokół leżały rozrzucone kości. Niektóre mogły należeć do ludzi, gdyż znaleziono kilka ludzkich czaszek. Lord Sarafan gestem kazał dwóm wojownikom zbadać pobojowisko. Udało im się wywnioskować, że walka była szybka i brutalna. Napadnięci ludzie nie mieli większych szans. Na kościach znaleziono ślady szponów i zębów.

Wielki Mistrz już zamierzał wydać rozkaz do dalszego marszu, kiedy zza uschniętych drzew i skał zaczęły wyłaniać się tajemnicze istoty. To były Demony. Hyldeni dobrze znali tę rasę, gdyż Antyczni powołując Filary, wygnali ich do wymiaru demonicznego. Wygnańcy ujarzmili Demony, które stały się im poddane. Niestety ciężko utrzymać dyscyplinę w ich szeregach, co właśnie stało się jasno widoczne.

– To jacyś renegaci, mój panie. – zadudnił basem jeden z wojowników. – Zabijmy ich, by więcej nie szkodzili naszej sprawie.
Lord Sarafan pokręcił przecząco głową.
– Zabijanie nie ma sensu. To silne istoty, mogą nam oddać nieocenione usługi, jeśli dobrze nimi pokierować. Nasza rasa tak postępuje od wieków. Tradycja będzie trwać dalej nawet po naszym powrocie z Wygnania.
– Będzie jak każesz, Generale. – odparł ten sam Hylden. – Czekamy na twe rozkazy.

Lord Sarafan bez słowa zbliżył się do Demonów. Bliższa odległość pozwoliła na dokładniejsze oględziny. To były dziwne, przypominające insekty bestie, chodzące na cienkich odnóżach. Unosiły się lekko w powietrzu, a walcząc plują wyjątkowo żrącym jadem, który starannie rozbryzgują na ciałach swych ofiar. Dodatkowo atakują swymi zaostrzonymi odnóżami, zadając okrutnie precyzjne, kłute rany. Nauczyły się pokrywać swe kończyny jadem, co pozwoliło im wprowadzać truciznę głęboko w ciała swych ofiar. Substancja wydłużała czas reakcji, zadawała ból a w krańcowych przypadkach powodowała halucynacje.
– Kim jesteście i co tu robicie? Jakim sposobem znaleźliście się tutaj, z dala od naszych wpływów? – zapytał Wielki Mistrz.
Na przód wysunął się jeden z insektoidalnych demonów. Rozpostarł swe skrzydła i zasyczał groźnie. Zielone oczy zamigotały gniewnie. Zachowywał się jak kobra szykująca się do ataku. Demon miał usta, ale nie używał ich do mówienia.
– Nie znajdujemy się pod waszą kontrolą, Hyldeni. Jesteśmy wolni. – skrzeczący głos rozległ się w umyśle Lorda Sarafan.
Generał kurczowo zacisnął pięści.
– Czy ty wiesz z kim rozmawiasz, pędraku? Jak śmiecie sprzeciwiać się mej woli? – wysyczał.
– A wy jakim prawem zmieniliście mą rasę w niewolników?
– Prawo silniejszego. Czy jednak źle na tym wyszliście? Pragnęliśmy dokonać zemsty i tak też uczyniliśmy. Teraz żyjemy w Nosgoth. My Hyldeni nie zapominamy o tych, którzy nam pomogli, choćby byli instrumentami naszych planów. Wy jednak zapomnieliście, komu naprawdę służycie. – warknął Lord Sarafan. – Pokłońcie się swym prawdziwym władcom.
Demon zagulgotał głośno, co miało oznaczać śmiech. Pozostałe demony podchodziły co raz bliżej Hyldenów.
– Wasze moce kontroli są wobec nas bezużyteczne. Kieruje nami potężniejsza moc. Wy zaś zginiecie.
Lord Sarafan ściągnął Soul Reavera z pleców. Ostrze gładko wyszło ze specjalnie przystosowanej do kształtu pochwy. Wszystkim zdawało się, że usłyszeli, wysoki, pierwszy ton muzyki. Muzyki, którą można nazwać psalmem śmierci.
– Zatem muszę to uznać za akt zdrady. Nie pierwszy i nie ostatni. Nie zasłużyliście na Nosgoth. Reaver pożre wasze dusze.

Morze demonów zalało ich ze wszystkich stron.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *