Autorstwa Balroga (Bractwo Kartografów)

Smok i początek

Balrog zerwał się z łóżka, miał dziwny sen. Obudził się z bólem ręki, na lewej ręce miał bliznę, zwyczajną albo i nie. Wstał i poszedł do tawerny gdyż nie miał co robić, jego praca zaczynała się dopiero w południe. Pracował bowiem w kuźni, której nie było sensu otwierać przed południem, bo i tak nikt do niej nie chodził. Nikt nie potrzebował broni w spokojnym miasteczku. Czasami jakiś podróżnik wchodził tam na chwile by kupić strzały lub skórzaną zbroje.

Lecz Balrog miał zawsze broń przy sobie. Przeczuwał, że ten spokój nie potrwa długo. Siedział sobie w tawernie rozmyślając, gdy nagle podszedł do niego kolega. To był Thorin, zbudowany wyglądający jak krasnolud człowiek. A w zasadzie pół krasnolud pół człowiek.

– Cześć – rzekł Thorin podając Balrogowi rękę.
– Cześć – ponuro odezwał się Balrog.
– Co jest , czym się martwisz?
– Nic, miałem dziwny sen i rozmyślam.
– Opowiadaj ten sen.
– Byłem na polanie, pełno było tam jezior no i spotkałem smo… Ach!!!
– Co?! Co jest?!
– Moja ręka… boli… to blizna.
– Jaka blizna!!!
– Ta – Balrog powoli wyjął rękę ze swojego uścisku – zrobił mi ją smok na ostatniej wyprawie. Udało mi się wyjść cało, ale zostawił mi na ręce swój pazur… Ach!!!
– Aha, no i co dalej z tym snem – Thorin domagał się dalszej opowieści.
– Och, południe, lecę do kuźni!
– Czekaj!!!

Gdy Balrog wybiegł z tawerny nad miastem przeleciał smok.
– Co jest?! – do siebie powiedział Balrog – A może… tak to na pewno to… Ach… znowu ta ręka
Balrog biegł pędem był teraz sam w mieście, bo wszyscy pochowali się do domów na widok smoka. Wbiegł do kuźni, wziął skórzaną zbroje (innej nie miał). Gdy wybiegł z kuźni przypomniał sobie o swej sakiewce. Zamknął kuźnię, wywiesił szyld: Zamknięte aż do powrotu sprzedawcy.

Biegł do tawerny, wpadł do niej jak rozszalały goblin, chwycił sakiewkę, już chciał wybiec gdy poczuł mocny uścisk dłoni. Był to Thorin.
– Co? – spytał zdyszany Balrog.
– Spoko, gdzie tak pędzisz? – spytał zdyszany Thorin
– Opowiem jak wrócę!
– Nie, nie wyjdziesz stąd beze mnie, przedtem miałeś swojego przyjaciela, a teraz masz mnie!
– Dobra. Masz broń?
– Nie, po co mi?
– Choć do kuźni!
– Co?
– Choć!!!

Wybiegli z tawerny wpadli do kuźni Balrog dal Thorinowi miecz.
– Zbroi nie mam, będziesz musiał iść bez! – powiedział jeszcze bardzie zdyszany Balrog.
– Dobra! patrz jest łuk i strzały.
– I tak nie umiemy strzelać – powiedział z irytacją Balrog – nie mamy czasu a ty się w ogóle się nie śpieszysz!
– Bo nie wiem gdzie idziemy!
– Później ci powiem!!! – odparł nerwowo Balrog.
– Dobra!!! A ja i tak wezmę ten łuk, może się przydać.
– Idziemy i to szybko – powiedział Balrog – tam chyba poleciał – trochę ciszej odparł Balrog.
– Co?
– Nie nic, idziemy na wschód.
– Dobra.
Po wyjściu z miasteczka znaleźli się na polanie.

Las Elfów

Balrog i Thorin szli przez polane nie odzywając się. Polana była usłana kwiatami, a rusałki latały w górze. W oddali widniał las z pięknymi zwierzętami, były tam jednorożce , białe tygrysy, wilki, rusałki i elfy, mieszkańcy tego lasu.

Balrog pomyślał, że smok musiał polecieć za las . Był to zielony smok, a zielone smoki nie istnieją na tej części świata, ale istnieją na wschodzie.
– Idziemy przez las – rozkazał Balrog.
– Ale tam są dzikie elfy!
– Ale są i przyjazne takie jakie jak Ain (czyt. Ein) moja przyjaciółka.

Przyjaciele weszli do lasu. Od razu zobaczyli piękno tego lasu. Gdzieniegdzie jednorożce się ścigają, rusałki latają po drzewach, a białe tygrysy tropią coś do jedzenia.
– Ach. Nie ma to jak las wiosną – powiedział Balrog.
– Ale ciemno – powiedział Thorin który cały czas się bał – lepiej nie zbaczajmy z drogi.
– Dobra, dobra nie bój się.
Właśnie wchodzili w głąb lasu gdy nagle usłyszeli świst strzały. Strzały wbijały się do drzew a liście od razu więdły.
– Schowaj broń, żeby nie było widać – rozkazał Balrog – to dzikie elfy, mają zatrute strzały jak zabiorą nam broń nie będziemy mogli później uciec.
– Dobra – z jąkaniem powiedział Thorin.

Przyjaciele podnieśli ręce do góry na znak, że się poddają. Elfy wybiegły ze wszystkich stron. wszystkie miały gotowe do strzału i wycelowane w nich łuki.
– Co wy tu robicie?! – krzyknął jeden z elfów – Jestem Therat i jestem przywódcą dzikich elfów. nie macie prawa tędy przechodzić!
– My chcemy przejść przez granice, nic złego nie chcemy uczynić – powiedział Balrog
– Kłamiesz!!! – krzyknął wódz – Chcieliście wkraść się do naszych skarbców i nas okraść! Przyznaj się!!!
– Nie, to nie prawda!
– A ty przyznasz się?! – powiedział Therat zwracając się do Thorina.
– Nnnnie pprawda! – drżącym głosem odpowiedział Thorin.
– Kłamiecie!!! Idziemy!!!

Elfy związały bohaterów. Zboczyli z drogi i poszli w głąb lasu. Było strasznie ciemno, nie było w pobliżu żadnego zwierzęcia. Szli przez las, aż wreszcie dotarli do wielkiego drzewa, które miało z 1000 lat. Jeden z elfów wyszeptał jakieś nieznane przyjaciołom słowa i weszli do środka.

Wewnątrz drzewa były powieszone lampy więc było jasno. Elfy i ludzie szły w dół po krętych schodach. Gdy zeszli na dół przyjaciele usłyszeli gwarę elfów które na sali obok rozmawiały i piły miód pitny. Lecz Elfy poprowadziły ich jeszcze dalej w dół. Zrobiło się zimno, było też coraz mniej lamp. Wreszcie weszli do pomieszczenia z dużą ilością cel.
– Więzienie, zamkną nas i zabiją. Mówiłem żeby nie iść tędy!!!
– Thorin, spokojnie, uciekniemy stąd – szepnął Balrog.
Wrzucili ich do jednej z cel gdzie leżała trupia czaszka.
– Aaa, albo nas zagłodzą albo zabiją!!!
– Przestań, bo i ja się denerwuje – ze złością powiedział Balrog.

Elfy śmiejąc się poszły na górę. Balrog i Thorin położyli się w swojej celi. Thorin cicho szlochał i powtarzał: “Wiedziałem, że tak będzie.” Balrog myślał jak się stąd wydostać. Z innych cel był słychać jęki głodzonych więźniów. Balrog przyglądał się więźniom naprzeciwko. W jednej celi były gobliny które wrzeszczały w niebogłosy, w drugiej jacyś ludzie którzy padali z głodu, a w trzeciej…
– Ain!!!
– Balrog!!! – krzyknęła Ain – Co ty tu robisz? Jak cię złapali?
– Szliśmy przez las…
– Szliśmy? Kto jest z tobą?
– Thorin. Ooo zasnął.
– Dobra trzeba się stąd wydostać – szepnęła Ain.
– Ale jak?
– Zostaw to mnie.

Po chwili wszedł strażnik z jedzeniem otworzył cele Ain i położył jedzenie na ziemi bo myślał, że elf śpi, lecz nie spała, zerwała się złapała strażnika za gardło i udusiła. Wzięła klucz.
– Ach, zapomniałam dzikie elfy noszą dla bezpieczeństwa tylko jeden klucz – ze złością powiedziała Ain – Nie mam broni, nie wydostaniemy się stąd!
– Mamy łuk i strzały – krzyknął wyspany już Thorin.
– To dobrze daj je i spróbuje zdobyć klucz.

Szła cicho po schodach nasłuchując czy ktoś idzie miała gotowy łuk do strzału, więc by od razu tego kogoś zabiła. Szła dalej, weszła na hol gdzie po prawej stronie słychać było gwar i nalewanie piwa do kufli, wiadomo było, że to tawerna. Po prawej stronie można było usłyszeć głośne chrapanie dzikiego elfa.

Było to małe pomieszczenie z wielką tablicą na ścianie na której widniały klucze, był też stół i krzesło na którym spał strażnik. Bohaterka zbliżyła się do tablicy z kluczami i czytała pod każdym kluczem. Napisane było kolejno tak: elfy, gobliny, człowiek, elf , ludzie. Pomyślała, że elf to ona a ludzie to Balrog i Thorin i naprawdę tak było, bo nad elfem nie było klucza.
Cicho wróciła do więzienia i uwolniła przyjaciół.
– Dobra znalazłam klucz, wyłaźcie!
– Uf. Dziękuje! Myślałem, że nas zabiją – powiedział ucieszony Thorin.
– Szybko nie ma czasu. Ain prowadź.
Poszli w górę po schodach. Usłyszeli jak strażnik w pokoju z kluczami budzi się.
– Co za elf wziął dwa klucze!!! Zaraz dam mu naganę!!! – krzyczał strażnik.

Przyjaciele schowali się za kolumnę obok tawerny. Gdy elf poszedł w dół, bohaterzy szybko pobiegli w górę. Dziki elf nie mógł zobaczyć, że uciekli przed ich wyjściem z drzewa, bo by ich dogonili. Wreszcie dobiegli na górę.
– O nie, nie wiemy jak otworzyć drzwi – powiedział Balrog – Ain znasz język elfów wymyśl coś czym można otworzyć drzwi.
– Spróbuję – I zaczęła wypowiadać jakieś słowa.
– Więźniowie uciekli!!! Elf i dwóch ludzi!!! Łapać ich!!! – w dole krzyczał strażnik.
– O nie, złapią nas i powieszą – powiedział zdenerwowany Thorin.
W tej chwili otworzyły się drzwi
– Jest, szybko!!! Uciekamy!!!

Zaczęli biec na ślepo, byle by ich nie dogonili. Nagle Ain skręciła i pobiegła na północ, przebiegła drogę (przez którą wcześniej szli Balrog i Thorin) i biegła dalej. Stanęła na chwile przy dziurze i skoczyła.
– Ain, Ain nic ci nie jest? – spytał Balrog
– Nie, skaczcie zanim was dogonią!!!

Skoczyli, lecieli aż wylądowali na czymś miękkim i śliskim była to roślina. W środku było jasno, bo na suficie wisiało 10 lamp. Stali na zielonej roślinie która była rozścielona po całym pomieszczeniu. Na wszystkich ścianach były drzwi. na południowej ścianie były też schody prowadzące w górę do klapy w suficie.
– No jesteście, tutaj się schowamy.
– Ale gdzie jesteśmy? – zapytał Balrog.
– Jest to przejście pomiędzy czterema miastami elfów.
Po jakimś czasie wyszli na powierzchnię po schodach prowadzących do klapy w suficie. Poszli do dróżki i podziwiali przyrodę.
– Muszę wracać, idźcie prosto a traficie za las – powiedziała Ain gdy weszli na dróżkę.
– Dziękujemy za wszystko. – równocześnie powiedzieli Balrog i Thorin.
Szli sobie przez dróżkę, aż do skraju lasu, gdzie napotkali elfa. Elf był wysoki miał zieloną zbroje i miecz w pochwie, na plecach miał napisane coś po elficku.
– Och, drodzy koledzy witam was na przejściu granicznym. Gdzie to koledzy się wybierają.
– A tak w odwiedziny do stolicy do mojej schorowanej siostry – skłamał Balrog.
– Naprawdę? – szeptem zapytał Thorin.
– Cicho!!! – szeptem odpowiedział Balrog.
– A no jeżeli do siostry to proszę bardzo. – powiedział strażnik przepuszczając ich.
Gdy wyszli z lasu akurat wstawało słońce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *