Jeśli jest ktoś, kogo pominął ogromny wakacyjny hype na Pokemon GO, który wybuchnął w zasadzie we wszystkich częściach Ziemi poza może Antarktydą i Pustynią Takla Makan, prawdopodobnie spędził je w szpitalu bądź pustelni. Najpopularniejsza gra mobilna roku, wydana przez amerykańskie studio Niantic Labs po kolei na wszystkich kluczowych światowych rynkach gier pochłonęła bowiem miliony graczy w różnych kategoriach wiekowych i wywołała swego rodzaju renesans uniwersum kieszonkowych potworów. Jej gigantyczna popularność nie utrzymała się jednak na dłużej i choć dalej cieszy się licznym gronem poke-trenerów, niewątpliwie zanikła początkowa dominacja tytułu. Dlaczego?

Osobiście grę pobrałem wraz z premierą. Zaabsorbowała mnie ogromnie na cały lipiec. W sierpniu wciąż grałem, ale z malejącym zapałem. We wrześniu skończyłem rozgrywkę na +20 poziomie postaci. Pierwotne zaangażowanie wywołało połączenie dwóch czynników – kultowej marki Pokemon oraz gry w świecie rzeczywistym z wykorzystaniem lokalizacji i internetowej transmisji danych. Nie ukrywam, że w dzieciństwie marzyłem (co wówczas wydawało mi się naiwne) o łapaniu sympatycznych stworów na drogach i w parkach, które mijałem na co dzień. Zapewne nie byłem zresztą jedyny. Pod tym względem Niantic uczynił ogromny prezent dla graczy mojego pokroju, szczególnie udostępniając Pokemon GO w formie free to play.

Poruszamy się po mapie w poszukiwaniu pokemonów.

Na tę chwilę udostępniono wszystkie pokemony z 1. generacji, która stanowi najbardziej rozpoznawalną i ulubioną wśród weteranów i amatorów poków. Uważam, że to optymalny wybór na początek, jednak trzeba przyznać niestety, że jedna generacja okazuje się być niewystarczająca, a pojawiające się pokemony mocno powtarzalne. Nie samym Kanto żyje człowiek! Na szczęście świat Pokemon GO ma być systematycznie uzupełniany kolejnymi stworami.

Nasze stworki łapiemy za pomocą pokeballi (zwykłych, super- i ultra-) z wykorzystaniem technologii dotykowego ekranu, a nasze powodzenie w tej operacji oddane zostało w ręce zwykłego rachunku prawdopodobieństwa. Bazowe szanse (zależne od gatunku pokemona chwytanego oraz jego Combat Power) możemy zwiększyć poprzez użycie lepszego pokeballa czy raspberry, jednak nigdy nie mamy zupełnej pewności sukcesu; co więcej, często najsłabsze i najpowszechniejsze stwory (takie jak weedle czy rattata) potrafią sprawić o niebo większe problemy w łapaniu niż prawdziwe potęgi. Czego mnie natomiast osobiście brakowało w ramach interakcji z neutralnymi pokemonami, to możliwości walk z nimi (i zdobywania doświadczenia) alternatywnej do łapania (jak w oryginalnych Poksach). Dzięki temu paleta rozwiązań oddanych nam do dyspozycji podczas rozgrywki znacząco by się rozszerzyła, zaś ograniczyłoby się pole pozostawione dla siermiężnego, męczącego grindu.

 

Sfera bojowa nie została jednak całkowicie pominięta. Walki odbywają się na arenach (tzw. gymach), o które rywalizują trzy teamy dostępne w grze (do których dołączyć możemy od 5. poziomu i nie mamy już możliwości zmiany) – Instinct, Mysic, Valor. Ten element przewidziany został stricte pod zabawę zespołową, dzięki czemu mamy okazję spotkać się z przyjaciółmi pod pretekstem “łapania pokemonów” oraz właśnie “zdobycia gyma”. Same bitwy odbywają się w czasie rzeczywistym (kolejna różnica w stosunku do legendarnej serii Nintendo, w której walczyliśmy turowo); przed walką wybieramy odpowiednie stwory, którymi pokonujemy po kolei wszystkie bestie umieszczone przez konkurentów w gymie. Po każdej wygranej walce z areny wypada jeden wrogi pokemon aż do ostatecznego wyeliminowania drużyny i możliwości wstawienia swojego własnego pupila; naturalnie między kolejnymi starciami mamy możliwość uzupełnienia zdrowia czy przywrócenia do sprawności rannych pokemonów za pomocą odpowiednich przedmiotów z ekwipunku. Każdy gracz ma prawo do wniesienia jednego pokemona do drużyny pozostawionej w gymie, co wydaje się być posunięciem racjonalnym. W im większej liczbie aren pozostawimy jednocześnie swoje stwory, tym wyższą dzienną premię pokecoins (waluty co do zasady premium) możemy uzyskać.

 

Większość akcji dostępnych w grze służy zdobywaniu przez nas – poke-trenerów – expa; najwięcej uzyskamy naturalnie podczas łapania pokemonów, ich ewolucji (w tym celu zbieramy odpowiednie candys), walk czy wykluwania jajek (po przejściu odpowiedniej liczby kilometrów z nimi w inkubatorach). Na niektórych poziomach postać uzyskuje ciekawe bonusy do ekwipunku. O ile jednak początkowo bicie lvl jest stosunkowo łatwe i przyjemne, o tyle od ok. 20 poziomu awansowanie przeradza się w siermiężny i nudny grind, co należy uznać za wadę gry, szczególnie że nie przekłada się to na żadne nowe możliwości w ramach Pokemon GO (poziom postaci wpływa w zasadzie tylko na to, jak silne pokemony spotkamy lub wyklują się z jaj, nic ponadto się nie zmienia). Same stwory nie zdobywają doświadczenia, zamiast tego istnieje możliwość przekazania im stardusta i tym samym zwiększenia ich liczby CP. EXP uzyskują natomiast gymy i można zauważyć tutaj pewien paradoks – o ile treningi nie wpływają w żaden sposób na trenowanych (pokemony), o tyle wzmacniają samo miejsce treningu (gym). Moim zdaniem to dość dziwna i karkołomna sytuacja.

 

Przedmioty w grze uzyskujemy przede wszystkim z pokestopów, które odwiedzamy podczas naszej podróży. Oprócz tego możemy skorzystać ze sklepu (wydając pokecoins, względnie złotówki), a wspomniane wyżej awanse postaci skutkują dodatkowymi itemami w naszym plecaku.

Na własnym przykładzie mogę stwierdzić, że rozgrywka jest na początku niesamowicie wciągająca i skłania do ruchu (szczególnie element wykluwania jaj). Mimo problemów z zasięgiem, pojawiającymi się bardzo często w ramach Pokemon GO, ostatecznie zakończyłem swoją dwumiesięczną zabawę po złapaniu prawie tysiąca pokemonów, ewoluowaniu około 150, wykluciu ponad 60 jaj, uzupełnieniu większości informacji w Pokedexie oraz przemaszerowaniu ponad 200 kilometrów. Do dalszej rozgrywki zniechęciła mnie przede wszystkim powtarzalność, problemy z brakiem cenniejszych pokemonów w mojej okolicy (dość słaby spawn poza słynnym chorzowskim parkiem, aczkolwiek pod tym względem gra jest systematycznie poprawiana) i brakiem widoków na jakieś sensowniejsze aktualizacji.

 

Co więcej, o ile sam koncept gry Pokemon w świecie rzeczywistym uważam za wspaniały, o tyle czuć w dziele Niantic lekkie wypaczenie istoty serii klasycznej. Nie podoba mi się także brak wewnętrznej komunikacji z innymi graczami, co utrudnia integrację środowiska. Sama zaś mechanika to mieszanina uproszczeń i kompromisów, które nie każdemu mogą się spodobać. Dlatego choć szał na Pokemon GO na pewno nabił kiesy twórców do granic wytrzymałości, to jednak na dłuższą metę potencjał tytułu wydaje się być lekko marnowany. Pozostaje mieć nadzieję na porządne aktualizacje w późniejszym czasie. Zresztą już do tej pory pojawiło się sporo mniejszych i większych update’ów, a nawet twórcy przygotowali dla graczy eventy; jeżeli owa pracowitość zostanie utrzymana, możemy liczyć na to, iż Pokemony okażą się interesującym tytułem także na najbliższe wakacje.

Chyba najbardziej irytujący komunikat w grze ;-).

Nie chciałbym jednak zakończyć recenzji pesymistycznie, gdyż te dwa miesiące, które spędziłem z grą, były doprawdy świetnym przeżyciem. Ponadto uważam, że Pokemon GO stanowi dobry start dla nowych fanów kieszonkowych potworów i młodzi trenerzy dzięki niemu mogą zainteresować się klasyką.

Wielu też starszych graczy miało okazję powrócić do świata swojego dzieciństwa, być może nieco zapomnianego przez skupienie się na trudach codzienności. W tym miejscu chciałbym krótko tylko (bo szkoda czasu na więcej) odnieść się do zgryźliwych komentarzy niektórych polityków czy przedstawicieli “poważnych elit”, krytykujących graczy pełnoletnich bawiących się przednio przy Pokemonach ostatniego lata. Pojawiły się bowiem teksty, jakoby taka forma rozrywki nie przystaje do wieku, była niepoważna, niemęska, a nawet świadcząca o ograniczeniu umysłowym. Osobiście nie widzę powodu, dla którego gry komputerowe w dzisiejszych czasach miałyby stanowić jakąś gorszą formę zabawy od kina, literatury czy teatru. Jest to forma sztuki jak każda inna, o nieograniczonym tylko do dzieci kręgu adresatów. Co więcej, nie istnieją żadne merytoryczne podstawy potwierdzające jakąkolwiek szczególną szkodliwość gier dla ich odbiorców. Dlatego pamiętajcie – bawcie się bez kompleksów, jako gracze nie jesteśmy w niczym gorsi od panów w garniturach, co więcej – przewyższamy ich często szerokością horyzontów i dystansem do rzeczywistości :-).

A tak prezentuje się postać w grze (Team Instinct 4ever!).

Samo Pokemon GO nie jest grą ani złą, ani wybitną. Ot, taki średniak, ciekawy do ogrania ze względu na znane uniwersum i próbę jego przeniesienia na poziom mobilny. Z uwagi na niemalejące póki co zaangażowanie twórców można jednak mieć nadzieję, że z czasem gra znacząco zyska pod względem zawartości.

+ rozgrywka w świecie rzeczywistym,
+ wciągająca zabawa z elementami gry zespołowej (gymy),
+ zachęcająca do zapoznania się z serią,
+ skłaniająca do aktywności fizycznej,
+ w początkowym etapie absorbująca na długie godziny.
– prymitywna mechanika, masa uproszczeń, brak walk z neutralnymi pokemonami,
– ubogi świat (póki co tylko jedna generacja pokemonów),
– na wyższych poziomach nużąca rozgrywka (grind),
– problemy ze spawnem (powtarzalność).

[poll id=”4″]

4 thoughts on “Jak średniak zarobił miliony? Recenzja Pokemon GO

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *