Podczas omawiania Pokemon GO w styczniu temu broniłem prawa dorosłych do grania bez kompleksów. Tym razem jednak chciałbym przyjrzeć się tytułowi skierowanego bezpośrednio dla młodszych odbiorców (który jednak bawić może w mojej ocenie niezależnie od wieku). Wybrałem go nie tylko dlatego, że była to jedna z moich najważniejszych gier dzieciństwa, ale także z uwagi na bardzo ładną oprawę graficzną w trójwymiarze.       

Podstawowe informacje

Croc: The Legend of the Gobbos to przyjazna platformówka 3D z 2001 autorstwa studia Fox Interactive, w której to sterujemy sympatycznym krokodylem. Staje on przed zadaniem uwolnienia rodzimych przedstawicieli królestwa Gobbosów – uroczych włochatych kulistych stworów – zniewolonych przez siły ciemności barona Dantego i jego sługusów – Dantini.

Świat Croc: The Legend of the Gobbos

Podczas przygody zwiedzimy cztery kolejne wyspy podstawowe, każda o specyficznym klimacie: trawiasto-wulkaniczną, śreżno-lodową, pustynno-podziemną (z etapami wodnymi) oraz zamek Dantego. Każda z wysp oferuje 10 etapów złożonych z kilku plansz, w tym po dwa bossy. Ratując po drodze wszystkie uciemiężone Gobbo, możemy odblokować wysepki dodatkowe, a w nich zdobyć puzzle; te z kolei pozwolą nam odblokować bonusową wyspę i tym samym cieszyć się pełną zawartością świata Croca. Warto dodać, że do każdego z ukończonych etapów mamy szansę wrócić w każdym momencie, co umożliwia nam poprawienie swoich osiągnięć (zebranie dodatkowych żyć czy uratowanie gobbosów).

Rozgrywka

Poszczególne etapy zostały dosyć szczegółowo zaprojektowane i składają się z licznych obiektów – platform, przeszkód, pułapek i oczywiście niebezpiecznych przeciwników. Nasz krokodyl może pacyfikować Dantini (ale broń Boże nie zabijać! w końcu to gra dla dzieci) za pomocą uderzenia ogonem lub stąpnięcia (silniejszy skok). Croc zbiera ponadto na mapie klejnoty (zwykłe – setka wymieniana jest automatycznie na dodatkowe życie oraz kolorowe – udostępniające ostatnią planszę, stanowiącą często coś w rodzaju minigry z szóstym gobbosem jako nagrodą główną). Czerwone serduszka zaś uzupełniają nasz zapas żyć, które często okazują się przydatne, gdyż kolejne etapy naszpikowane są przeszkodami. Niektóre plansze kryją w sobie sekrety w postaci bonusowych rund z możliwością zyskania owych serduszek w większych ilościach.

Grafika i sterowanie

“Krajobrazy” w grze uznałbym za ładne i dopracowane, choć naturalnie jest to kwestia gustu. Nie można jednak odmówić twórcom, iż udało im się ustrzec od jakichkolwiek poważniejszych błędów. Jedynym mankamentem mechaniki, którego mógłbym się uczepić, okazuje się karkołomna praca kamery, często niepotrzebnie utrudniająca nam skoki i ruch.

Poziom trudności dopasowany został do grupy wiekowej, choć nawet dla dzieci bossy są moim zdaniem nieco za słabe i niespecjalnie rozwinięte. A szkoda, bo ich modele wskazywały na bardziej skomplikowaną zabawę. Etapy wydają się być stosunkowo krótkie i dynamiczne, momentami trochę schematyczne, aczkolwiek zawierają w sobie zarówno elementy logiczne, jak i zręcznościowe.

O wartości gry może świadczyć fakt, iż koncept Croca został zapożyczony (to chyba najbardziej dyplomatyczne określenie) dla kultowego Super Mario 64. Generalnie polecam zainteresować się legendą Gobbosów, w szczególności w kontekście młodszych użytkowników komputerów.

+ dopracowane, ładne wizualnie poziomy,
+ sympatyczne postaci (Croc, gobbosy, przeciwnicy),
+ wiele różnorodnych etapów,
+ prosta mechanika dostosowana do młodszej kategorii wiekowej.
– kiepska praca kamery,
– trochę za słabe bossy.

[poll id=”10″]

One thought on “Stary tytuł dla młodych odbiorców – recenzja Croc: The Legend of the Gobbos

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *