Fantastyczne Opowieści

Egzorcysta
Autorstwa Deferdusa (Tajemnice Antagarichu)

Rozdział 2 – Aktywacja

„Korytarz za mną. Teraz schody na górne piętro. Przede mną, dobrze.” Kontrolował w myślach drogę Feliks, jednak zanim zdążył dobiec do schodów demon uderzył pięścią w podłogę na tyle mocno, aby zrobić pomiędzy chłopakiem a schodami całkiem sporą szczelinę, w którą nie miło byłoby wpaść. Ten jednak bez namysłu przeskoczył ją szybko, trafiając od razu na pierwszy stopień i pognał dalej do przodu.

„Cholera, kimkolwiek byłeś wróć tu do mnie i pomóż… Zasrany gnój.” Przeklinał w myślach na mężczyznę w fraku spotkanego wcześniej w swoim „śnie”. Nim się obejrzał ciało już go dogoniło i rzuciło o ścianę jak szmacianą lalką, wywołując chwilowy bezdech. Demon złapał go za szyję i cisnął o ścianę ponownie tym razem nie puszczając.

– Musisz zginąć, egzorcysto. – powtarzał cały czas napastnik, chociaż Feliks usłyszał to dopiero teraz gdy ich wzrok spotkał się naprawdę blisko. Chwilę później rozległ się głośny krzyk i chłopak był już wolny, gdy Dan zakrywał oczy i masował je przez powieki. Bez zastanowienia młodzieniec ruszył w dalszą ucieczkę wykorzystując chwilę słabości, chociaż sam nie wiedział, czym spowodowaną. Gdy wbiegł po schodach na kolejne piętro dojrzał otwarte drzwi Sali komputerowej, gdzie szybko pobiegł zatrzaskując wejście za sobą. W tym samych czasie demona opuścił chwilowy ból i zaczął kontynuować pościg, a raczej rozpoczął poszukiwania.

Feliks zsunął się po drzwiach na ziemię. Dopiero teraz poczuł ból w lewym ramieniu. Musiał mieć złamany obojczyk. Nic jednak nie sprawi, że zapomni strach jaki towarzyszył mu przy obserwowaniu krwisto czerwonych oczu potwora, ponieważ to coś, człowiekiem być już nie mogło. Wtedy też dojrzał, że nie jest tutaj sam. W rogu sali siedziała czarnowłosa dziewczyna, wpatrująca się bez przerwy w podłogę, co mogło oznaczać, że jest albo śmiertelnie przerażona, albo ma problemy z psychiką. Znał ją, miała na imię Cleo i z tego co wie, ma bliskie kontakty z Danem, którego ogarnęła ta dziwna furia. Wolał jednak nie denerwować nikogo jeszcze bardziej, sam fakt powstania takiego stworzenia jest wystarczająco przerażający i źle działający na ludzką psychikę. Ale czemu myślał o tym w ten sposób, zamiast podobnie do niej skulić się pod ścianą? Coś wrodzonego, co kazało mu walczyć z tym czymś. Wiedział to. Nie mógł jednak dłużej rozmyślać, gdyś usłyszał zbliżające się szybkie kroki.

Ledwo zdążył odskoczyć na bok, gdy drzwi zostały doszczętnie zniszczone, a na dodatek zostało zrobione wgłębienie w ścianie naprzeciwko od metalowej pięści wroga. Feliks poturlał się jeszcze trochę po podłodze, kończąc podróż na biurku w które uderzył z wystarczającą siłą, aby spadła na niego klawiatura. Rozległ też się głośny krzyk Cleo, przechodzący w pisk, jaki mogą z siebie wydać tylko dziewczyny.

– Egzorcysta! – krzyknął demon znowu biegnąc w jego stronę. Złapał go i przycisnął do ziemi trzymając za gardło tak, by nie mógł oddychać.
– Dan, uspokój się! – krzyknęła dziewczyna z łzami w oczach. Uścisk, trochę zelżał, nadal był jednak wystarczająco mocny aby trzymać chłopaka przy ziemi. Potwór odwrócił się w stronę głosu. – Zostaw wszystkich, wróć do nas stary ty.

Mogło się wydawać, że błagalna prośba Cleo działała, jednak w Danie obudził się poprzedni złowieszczy głos.

– Poddajesz się z powodu błagań tej kobiety?! – krzyczał wściekle – Daj spokój! Zabij ją! Zniszcz wszystko co stanie ci na drodze zabicia egzorcysty!
– Taak. Zrobię co każesz. – odpowiadał na głos w głowie demon – Zginiesz przeszkodo!

Wyrwał z podłogi dość dużą mieszankę betonu, kafelek i pustaków, po czym cisnął tym w dziewczynę. Rozległ się kolejny wrzask, przerwany nagle gdy kamień dopadł celu. Niewinna ofiara leżała teraz nieprzytomna z rozbitą głową, tracąc coraz to więcej krwi.

– Paskudo to mnie miałeś zabić, a nie nikogo innego! – krzyknął chłopak i zaczął się szarpać.
– Wykonuję rozkazy mego pana. – uścisk znowu spotężniał – Teraz pora na ciebie.

Wtedy wzrok Feliksa stał się pusty, jakby był już martwy.

Chłopak leżał teraz znowu na środku pokoju oświetlanego ledwo przez jedną, migającą żarówkę na górze. Przetarł oczy i podniósł się powoli. O dziwo nie odczuwał już bólu w prawym ramieniu.
– Więc znowu się spotykamy. Zasrany gnój… tak? – usłyszał głos po czym dostał laską po głowie – Nie powinno się tak zwracać do starszych i wyżej położonych Feliksie.
– Dopiero teraz postanowiłeś się pokazać, kiedy jest już kilka ofiar tego… czegoś, a ja pewnie leżę duszony przez to coś, bliski śmierci?! – krzyknął chłopak w kierunku mężczyzny w fraku, po czym znowu zadano mu cios tym samym przedmiotem.
– Szacunku młody człowieku. Tutaj czas działa inaczej, niż tam. Aby w twoim świecie minęła sekunda, musisz spędzić tutaj godzinę. Z tego co zauważyłem zmieniłeś zdanie na temat aktywacji swojej mocy.
– Tak, daj mi to jeśli pomoże mi to pokonać tego demona, jak to nazwałeś.
– Bardzo dobrze! – powiedział mężczyzna w cylindrze i wstał z krzesła. – Podejdź więc do mnie.

Feliks wykonał polecenie, idąc w stronę tajemniczego mężczyzny drżącym krokiem. Gdy do niego dotarł, zauważył, że jest wyższy niż to wyglądało z pewnej odległości. Miał dobre ponad 2 metry przy jego 174 centymetrach. Co dziwne zmniejszył się do jego wysokości.

– Spojrzenie w moje oczy sprawi aktywację pokładu cennej energii. Przygotuj się, ponieważ to może być bolesne doświadczenie. – powiedział i zdjął całkowicie cylinder odsłaniając całkowicie białą skórę . Na jego plecy spadły zaś długie czarne włosy, sięgające spokojnie do ziemi. Chłopak wpatrywał się w dwie zamknięte powieki. Wiedział, że może tam ujrzeć wszystko, ponieważ samo poprzednie spotkanie nie należało do najmilszych.
– Gotów? – spytał długowłosy człowiek.
Młodzieniec wahał się przez chwilę po czym przytaknął na pytanie mężczyzny.
– Tak.

W ułamku sekundy powieki otworzyły się ukazując coś czego nie można było opisać. Była to po prostu nicość. Nagle w oczach Feliksa zaczęły pojawiać się obrazy, przedstawiające cierpienie i ból. Płaczące i uwięzione kilkuletnie dziecko, krwawiące z powodu braku rąk. Wokół niego nie było jednak nic. Widział też dziwnego ducha okrążającego i straszącego biednego malucha. Widok był okropny i przerażający. Jednak po chwili w ciemnym pomieszczeniu celi pojawiło się światło. Malutki punkcik który zaczął się rozszerzać i przejmować wszystko wokół. Ręce dziecka zaczęło odrastać, zaczęło też rosnąć i dojrzewać, a duch robił się coraz większy i potężniejszy, a gdy całe pomieszczenie przejęło białe, oślepiające światło uwolnił się z toru okrążania młodego dorosłego już osiemnastolatka, którym był sam obserwator.

Mogłoby się wydawać, że to był już koniec i praktycznie młodzieniec wracał już do świata z uśmiechającym się teraz mężczyzną, gdy nagle temu raptownie zmieniła się mimika twarzy na smutną i przerażoną, a Feliksa przejęła kolejna fala obrazów. Przedstawiających coraz to bardziej przerażające stworzenia i potwory, oraz niepokojące sytuacje. Wszystko było mocno dla chłopaka rozjaśnione i dobrze widoczne, oraz zamiast przerażać dawało mu siły oraz dziwnej wściekłości. Słyszał skądś krzyk, gdy trwało to przedstawienie, nie zwracał na to uwagi, skupił się jednak na obrazach, które dawały mu coraz większej mocy. Po chwili jednak zniknęły, a on omdlały opadł na ziemię. Zrozumiał też, że to mężczyzna aktywujący mu tą umiejętność krzyczał.

– W tobie jest coś więcej niż u innych. Jeszcze nigdy nie miałem takiego przypadku. – mówił „pianista” zakładając cylinder i dalej trąc oczy – Mój poprzednik nic o czymś takim mi nie mówił. Wróć już lepiej do swojej rzeczywistości synu… Drzemie w tobie wielka moc. Wykorzystaj ją dobrze. – Po tych słowach dotknął czoła Feliksa, sprawiając jego powrót do szkoły.

Demon kontynuował duszenie, gdy jednak zauważył pusty wzrok ofiary, pomyślał, że zakończył swe zadanie i puścił uścisk. Wyczuł jednak bicie serca, dlatego postanowił szybko kontynuować duszenie, w oczach Feliksa dojrzał jednak teraz jasny błysk. Białka stały się czarne, zaś tęczówka i źrenica białe, oddzielone cienkim czarnym okręgiem. Na jego dłoni wyrysował się dziwny krąg, wokół którego wypisane były nieznanego znaczenia słowa i znaki. Nie aktywowany był w środku posty, za to w czasie aktywacji pojawiał się w nim obracający się, świecący rysunek krzyża, o kształcie znaku plusa, wrysowanego w kwadrat. Krzyżyk stanowił również jego przekątne. Chłopak odrzucił od siebie szybko przeciwnika z niespotykaną dotąd siłą. Dla nowego egzorcysty wydawał się jednak lekki. Krwawiąca dziewczyna odzyskała przytomność, była już jednak praktycznie bez szans przeżycia.

Wtedy nastąpił kolejny błysk. Na Feliksie pojawił się długi, śnieżno-biały płaszcz, gdy ten wykonał ruch, jakby wyciągał z powietrza jakiś przedmiot. Szybko zmaterializował się w jego dłoniach długi, półtoraręczny lśniący miecz z rękojeścią przypominającą anielskie skrzydła, pomiędzy którymi był zielony kryształ, który zalśnił sprawiając jednocześnie ciekawy opad pyłu z ubrania. Podszedł do Cleo i przyłożył dłoń do jej czoła wywołując jej zajście w kolejny sen. Krwawienie magicznie ustało.

– Nie… Ty powinieneś być martwy. – mówił powoli demon w ciele Dana, gdyż tak to właśnie widział Feliks. – Zgiinieesz!
Przeciwnik ruszył jak najszybciej w jego kierunku i zamachnął się swoją stalową pięścią. Młodzieniec zakrył się płaszczem, który magicznie sprawił, że cios nie zadał mu obrażeń. Jednocześnie zamachnął mieczem, który zgrabnie zniszczył rękę wroga. Kamień w rękojeści ponownie zaczął świecić, a płótno płaszcza stało się odrobinę ciemniejsze.
– Zawiodłeś mnie sługo. Nie mogłeś mu pozwolić na aktywację. Zabij go albo zginiesz! – krzyczał głos w myślach Dana.
– Proszę, litości panie. Zabiję go! – mówiło bardzo niskim tonem ciało chłopaka gdy pod nim pojawił się duży krąg, dokładnie taki, jak ten w pomieszczeniu, w którym przebywał z mężczyzną w cylindrze. Demon momentalnie stracił całą siłę i moc, po czym upadł na ziemię.

Feliks podszedł do niego i dotknął delikatnie czoła. Z ust i oczu potwora zaczęło wydobywać się światło, które objęło na chwilę całe pomieszczenie. Po chwili na ziemi leżał już normalny, śpiący Dan. Nikt nie zauważył mężczyzny, ubranego w czarne sukmany z założonym tego samego koloru kapturem. Miał na sobie maskę z ptasim dziobem, jakie mieli lekarze w czasach panowania dżumy w Europie. Obserwował wszystko przez okno, po czym szybko wszedł do środka i z rękawa strzelił w egzorcystę strzykawką z tajemniczą zawartością. Wtedy też znowu zalśnił kamień, i igła strzykawki odbiła się od płaszcza, ulegając całkowitemu zniszczeniu.

Ból głowy, nudności, straszne zmęczenie. To odczuwał Feliks po obudzeniu się na podłodze w prawie całkowicie zniszczonej sali komputerowej. Widział teraz kilkoro mężczyzn z dziobami obserwujących pieczęć na ziemi oraz całe miejsce zdarzenia.

– J-jak ja to zrobiłem. Jak ja to w ogóle mogłem zrobić. – zwrócił wzrok na Dana, przytulającego teraz śpiącą Cleo. Dziwni osobnicy zbadali również i ją, po czym powiedzieli coś chłopakowi, który odetchnął z ulgą. W końcu zauważono, że i kolejny sprawca zamieszania się obudził.
– Witaj młodzieńcze. Czeka nas naprawdę długa rozmowa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *